Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety o kobietach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety o kobietach. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 października 2013

"Weronika zmienia zdanie" Małgorzata Maj

Po książkę „Weronika zmienia zdanie” sięgnęłam z niemałym zaciekawieniem. Porównanie fabuły do Pamiętnika Bridget Jones i rower na okładce sprawiły, że chciałam dowiedzieć się na ile główna bohaterka i ja jesteśmy do siebie podobne. Okazało się, że Weronika traktuje rower jedynie jako narzędzie ułatwiające zrzucenie paru kilogramów. Rozczarował mnie fakt, że nie podchodzi do tego sportu z pasją. To mnie jednak do Weroniki nie zniechęciło. Postanowiłam poznać bliżej tę niezdecydowaną i nierozgarniętą osóbkę. I dobrze zrobiłam.

Weronika Sasińska - trzydziestoletnia mieszkanka Kołobrzegu, dziennikarka lokalnej gazety, miłośniczka jedzenia i ciepłych kapci. Po kolejnym nieudanym związku postanawia zostać wzorową singielką. Jednak gdy na jej drodze staje niebieskooki Jerzy od razu zmienia zdanie.
Niestety znakomity ortopeda, dla którego trzepoczą motyle w jej brzuchu, coś przed nią ukrywa.
Weronika jest osobą, która potrafi sama siebie zdołować, wprowadzić w stan bliski depresji. Dziecinne zachowanie sprawia, iż trudno uwierzyć w jej dojrzałość emocjonalną. Gdy w grę wchodzi miłość szaleństwo nie ma granic. Panikuje z byle powodu, wyobraża sobie coś, czego w rzeczywistości nie ma. Boi się i nie potrafi zapytać wprost, by rozwiać wątpliwości. Na szczęście nie jest pozostawiona sama sobie. Rodzina i przyjaciele są przyzwyczajeni do jej dziwnych zachowań. Potrafią zachować dystans tam, gdzie ona go nie ma, dzięki czemu są w stanie trzeźwo ocenić sytuację. Weronika ma bliską przyjaciółkę Martę, na którą zawsze może liczyć, a co najważniejsze nadopiekuńczą matkę, która najlepiej wie jak przywrócić córkę do pionu. Oczywiście obie panie nie są bez wad. Cechuje je przesadna wiara w przesądy i symbolikę znaków. Na szczęście nie karmią zagubionej Weroniki wszystkimi wynikami wróżb. Wiedzą, że mogłoby to pogorszyć sytuację. W otoczeniu Weroniki znajdują się również mężczyźni, lecz brakuje najważniejszego - ojca. Na szczęście los jest zmienny, a potrzebni ludzie pojawiają się w odpowiednim miejscu i czasie.

Powieść Małgorzaty Maj jest powieścią współczesną, można by nawet powiedzieć – nowoczesną. Autorka nie bała się stworzyć bohaterów gejów, ani czytających z kart wróżek wizjonerek. Opisuje relacje międzyludzkie, w których przeważa tolerancja i zrozumienie dla odmienności. Nie zamyka postaci w stereotypach, nie ogranicza normami. Pozwala im na wolność pod każdym względem. Stworzyła ciekawą fabułę romansu z medycyną w tle. Ta tematyka towarzyszyła jej od najmłodszych lat, za sprawą taty, który był lekarzem.
„Weronika zmienia zdanie” to powieść, w której każdy z bohaterów ma specyficzne poczucie humory. Postacie tworzą zgraną paczkę i dobrze się rozumieją. Zaciera się nawet rola narratora, któremu udzielił się dowcip. Dobre dialogi i wyraźne opisy składają się w powieść dynamiczną. Wszystko to sprawia, że lektura jest łatwo przyswajalna i szybko się czyta.

Zachęcam do zamieszczenia tej książki na jesiennej liście lektur obowiązkowych. Dawno nie spotkałam się z tak lekkim polskim i babskim czytadłem, do uśmiania i do utożsamiania się z bohaterką., gdyż wszystkie jesteśmy Weronikami. ;) Książka podbiła już serca tysięcy czytelniczek, o czym świadczy dodruk książki.


Joanna Markowska



Tytuł: Weronika zmienia zdanie
Autor: Małgorzata Maj
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 528 
Format: 125x195 
Oprawa: broszurowa


Notka o Autorce:

Weronika zmienia zdanie” to debiutancka powieść Małgorzaty Maj. W założeniu książka miała być „małym czytadełkiem do torebki, na kształt Harlequin-a”, stało się jednak inaczej. Do napisania książki pchnęła ją po części inna znana kołobrzeska pisarka Elżbieta Cherezińska. Zmobilizował natomiast fakt utraty pracy.
Autorka zapowiada, że kolejne książki, choć będzie się w nich dużo działo, kończyć się będą szczęśliwie. Nie chce pisać powieści depresyjnych czy odbierających chęć do życia. Wręcz przeciwnie. Mają prowokować myśli „… a może mi też przestanie być źle…”.


Źródło: kołobrzegnafali.pl

czwartek, 23 maja 2013

"Papierowy motyl" Marika Krajniewska


„Papierowy motyl” to wzruszająca opowieść o tym, jak ogromny wpływ na adaptację, kontakty międzyludzkie i samoocenę mają życiowe doświadczenia, szczególnie te zdobyte w dzieciństwie. O tym, jak trudna jest walka o życie, o rodzinę, której się nigdy nie miało. Walka z bezsilnością i strachem. Z nienawiścią do siebie za to, w jaki sposób zdobywa się pieniądze na leczenie dziecka.

Lidia nie miała miłych wspomnień z domu dziecka. Odkąd pamiętała w bidulu nikt się nią nie zajmował, nie przejmował. Nie słuchał tego, co miała do powiedzenia. Przekonała się tam, że trzeba liczyć tylko na siebie, kombinować, kłamać i walczyć. Twierdziła nawet, że przez wszystkie lata, które tam spędziła, nie usłyszała od nikogo żadnego dobrego słowa. Nie doznała pozytywnych uczuć, o miłości już nie wspominając. To wszystko miało wpływ na zachowanie Lidii w dorosłym życiu.
Po osiągnięciu pełnoletności i opuszczeniu bidula wciąż była sama. Jej najlepsza przyjaciółka Hania, jedyna jej bliska osoba, zniknęła nagle i ślad po niej zaginął. Gdy myślała, że los w końcu się do niej uśmiechnął i znalazła miłość, dowiedziała się, że ukochany mężczyzna jest kłamcą. Zerwała z nim kontakt będąc w trzecim tygodniu ciąży, o której oczywiście mu nie powiedziała. Z obawy przed tym, że nie będzie umiała pogodzić obowiązków bycia mamą z praca zawodową wynajęła opiekunkę. Pani Zosia okazała się bardzo ciepłą i uczynną osobą. Gdyby nie ona, ze swoją wyrozumiałością i dobrym sercem, Lidia nie miałaby sił, żeby przetrwać to, co nastąpiło. 
Gdzie pracowała Lidia i dlaczego nienawidziła swojej pracy? Czy odważyła się poprosić byłego partnera o pomoc, gdy jej pięcioletnia córka poważnie zachorowała? Czy ta krucha kobieta, która tak wiele w życiu przeszła, z poczuciem braku bezpieczeństwa oraz wsparcia ze strony rodziny, okazała się na tyle silna, by utrzymać się na powierzchni?
Przecież wystarczy jeden lekki podmuch, by zdmuchnąć papierowego motyla. Równie łatwo można go zniszczyć zgniatając w dłoni, paląc, drąc na strzępy. 

„Papierowy Motyl” to debiutancka książką Mariki Krajniewskiej wydana w 2009r. przez Wydawnictwo Novae Res. Przeczytałam ją jako ostatnią spośród wszystkich wydanych do tej pory książek Autorki. Myślę, że debiut nigdy nie jest łatwy. Moje wrażenie po lekturze jest takie, że już w pierwszej powieści Mariki można dostrzec talent pisarki i polubić jej styl.
O „Papierowym motylu” pamięta się jeszcze długo po przeczytaniu. Pomimo poważnych tematów poruszonych przez Autorkę książka jest przepełniona iskierkami małych nadziei. Pyłkiem unoszącym skrzydełka, który sprawia, że chce się wierzyć w szczęśliwe zakończenie.



Tytuł: Papierowy motyl
Autorka" Marika Krajniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: Pierwsze 2009
Liczba stron: 156
ISBN: 978-83-61194-17-0


Notka o autorce:

zdj. Ann Podsiedlik

















Marika Krajniewska – urodzona w Leningradzie pisarka. Nagradzana za swoje opowiadania i powieści. Autorka takich książek jak: „Papierowy motyl”, „Zapach malin”, „Za zakrętem” czy „Pięć”. Na wydanie czeka już jej najnowszy tomik opowiadań pt. "Okno".
Pisze artykuły, wywiady i scenariusze. Obecnie reżyseruje swój pierwszy film pt."Głód". Film jest oparty na autentycznych wydarzeniach, a jego akcja rozgrywa się w 1933 r. na Ukrainie.
Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Ubóstwia swoje rodzinne miasto, za którym szalenie tęskni. Duże miejsce w jej życiu i twórczości odgrywa Rosja i stosunki polsko-rosyjskie.


sobota, 11 sierpnia 2012

"Bardzo krótka podróż" Joanna Szczepkowska

„Bardzo krótka podróż” Joanny Szczepkowskiej to książka zawierająca trzy wybrane prze autorkę scenariusze, które w zarysie lub skończone ma w swoim komputerze.

Drugie żony to seria dwunastu odcinków, z czego trzy mamy przyjemność czytać w tej książce. Autorka zaproponowała je dużej firmie producenckiej. Producent zrobił uwagę, że w dramacie panuje wielki chaos- imiona postaci nie zgadzają się z dialogami. Niestety po poprawkach próby nawiązania kontaktu z producentem nie przynosiły rezultatów. Szkoda, gdyż osobiście uważam, że scenariusz jest wart ponownego „rzucenia okiem”. Co więcej, chętnie obejrzałabym wszystkie dwanaście odcinków, na przykład w teatrze.
Drugie żony to kilka niedługich historii o kobietach i ich relacjach z byłymi żonami obecnych mężów. Nie łatwo jest być tą drugą, sprostać przyzwyczajeniom i nawykom partnera. Co dzień udowadniać, że decyzja, którą podjął wiążąc się właśnie z nią była najlepsza. Jeszcze trudniej jest być tą pierwszą, której się nie powiodło. Która została odrzucona, zdradzona, wymieniona na młodszą. Każda z tych kobiet musi pogodzić się z rolą, którą przyszło jej odegrać w życiu.
W scenariuszu Drugich żon podoba mi się wartka akcja i nieprzewidziane obroty akcji. Autorka stworzyła kilka postaci, które przewijają się przez większość lub wszystkie części dramatu. Dzięki temu tworzą całość, której przesłanie ma mocniejszy oddźwięk. Jedną z takich postaci jest Mężczyzna w Kapeluszu (ok. 45 lat)- nazywany Mozartem, milczący, romantyczny, bardzo biedny, ale bezkompromisowy skrzypek. Główną cechą jego charakteru jest wysokie mniemanie o sobie i wartości swojego talentu. Woli głodować i mieszkać na dworcu nich grać w przydrożnym barze. To dla niego poniżające. Przeciwieństwem Mozarta jest Artur (ok. 40 lat)- wielodzietny kontrabasista imający się różnych prac. Mężczyźni kiedyś razem grywali. Artur na próżno stara się pomóc koledze. Sam natomiast jest bardzo pracowity. Oprócz prac zarobkowych pomaga żonie w prowadzeniu domu i opiece nad dziećmi.

Okno dla Anioła Joanna Szczepkowska zaproponowała Teatrowi Telewizji. Niestety listem poleconym dostała odmowę podyktowaną tym, że „tekst nie mieści się w formule Teatru TV”.
W tym krótkim scenariuszu autorka użyła mocnego środka przekazu. Więźnia, który uciekł z więzienia przyrównała do Anioła. Dla niego to, w dzień Wigilii, Profesor i jego matka zwykli zostawiać otwarte okno. Tym razem Anioł zjawił się z pistoletem, niosąc ze sobą strach i niepewność. Czy magia świąt załagodzi wewnętrzny niepokój bohaterów?

Scenariusz Bardzo krótkiej podróży autorka napisała na użytek właśnie tej książki. I bardzo dobrze zrobiła, gdyż dzięki temu powstała niecodzienna historia. Głównym bohaterem jest chłopiec, który uczy się gry na skrzypcach. Jego relacje z matką są bardzo zażyłe. Mimo młodego wieku chłopczyk stara się opiekować mamą. Nie rozumie co ją trapi i na co jest chora, ale stara się być przy niej w każdej sytuacji.
Bardzo krótka podróż to opowieść owiana mgłą niedomówień, zawierająca tajemnicę, która nie ma prawa wyjść poza mury posiadłości zamieszkiwanej przez bohaterów. Podczas niemych scen w tle słychać skrzypce. Ich dźwięk często dominuje nad obrazem i urywa się nagle wraz z kolejną sceną. Życzę Joannie Szczepkowskiej, żeby znalazł się ktoś zainteresowany takim obrazem filmowym.

Scenariusze Joanny Szczepkowskiej płyną wraz z muzyką, jaka im towarzyszy. Podczas czytania miałam wrażenie, że znajduję się w małej sali teatralnej. W taki nastrój, oprócz muzyki, wprowadziła mnie gra świateł, nieme sceny i zaciemnienia przy ich końcu. Teksty Joanny Szczepkowskiej są nieprzeciętne. Już same w sobie hipnotyzują odbiorcę. Warto by przekonać się o ich działaniu poprzez sceny teatru czy ekrany kinowe.

Projektem okładki i stron tytułowych zajął się Marcin Szczygielski. Tekst tytułowego scenariusza jest wzbogacony czarno-białymi zdjęciami autorstwa Marcina Kossowskiego, które w jeszcze większym stopniu pobudzają wyobraźnię czytelnika.



Joanna Markowska



Tytuł: Bardzo krótka podróż
Autor: Joanna Szczepkowska
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik
Rok wydania: 2012
Format: 150 mm x 215 mm
Oprawa: miękka zintegrowana
ISBN: 978-83-60000-69-4
Język: polski
Liczba stron: 218


Notka o Autorce:

Joanna Szczepkowska (ur.1953 r.) aktorka, pisarka, publicystka. Jako studentka warszawskiej PWST zadebiutowała w telewizyjnym spektaklu „Trzy siostry” Czechowa w reżyserii Aleksandra Bardiniego. Po ukończeniu PWST zgrała w filmie” Con amore” i została nagrodzona w 1976 roku za najciekawszy debiut filmowy . Od 1975 roku gra w teatrach warszawskich jest aktorką teatralna filmową i telewizyjną, zagrała m.in szekspirowską Julię, Lady Macbeth Tytanię, Kordelię, Katarzynę w „Poskromieniu złośnicy” Antygonę, Rachelę w Weselu Wyspiańskiego, Spikę w „Onych” Witkacego. Za swoje kreacje w repertuarze klasycznym i współczesnym, dramatycznym i komediowym była wielokrotnie nagradzana . Jest laureatką fundacji ITI – stypendium do Nowego Yorku, Festiwalu filmowego w Gdańsku za kreacje filmowe, w1990 roku została nagrodzona telewizyjnym Wiktorem jako najpopularniejsza aktorka. Jest laureatką wielu nagród na festiwalach teatralnych. W stanie wojennym współpracowała z prasą podziemną współtworząc pismo teatralne.
Joanna Szczepkowska jest autorką monodramu pt. „Goła baba”, serii miniatur telewizyjnych pt „Garderoba damska”, dramatu „ ADHD i inne cudowne zjawiska” .W 1999 roku Gazeta Wyborcza zaproponowała jej pisanie stałych felietonów do sobotniego dodatku „ Wysokie Obcasy”. Od 2001 roku ukazują się jej publikacje literackie m.in. zbiór felietonów pt „ Drugie podwórko” „ Sześć minut przed czasem”, „ Piasek ze szkła”, „Jak wyprostować koło”, tom opowiadań „ Fragmenty z życia lustra”, powieści : Kocham Paula mc. Cartneya”, „Zagrać Marię”, eseje autobiograficzne „4 czerwca”, zbiory wierszy pt „Miasta do wynajęcia”, Dzisiaj nazywam się Charles”, Ludzie ulicy i inne owoce miłości”. Jest też autorką artykułów publikowanych w Gazecie Wyborczej i tekstów poświęconych literaturze.








niedziela, 13 listopada 2011

"Czyste intencje" Charlaine Harris


„Czyste intencje” Charlaine Harris to kolejna część cyklu o Lily Bard, sprzątaczce, która rozwiązuje zagadki kryminalne. Można nawet powiedzieć, że dzięki dziwnemu zbiegowi okoliczności pojawia się w miejscach przestępstwa.
Do sięgnięcia po tę pozycję zachęciła mnie informacja, że bohaterką serii jest kobietą, która jak ja interesuje się wschodnimi sztukami walki. Poza tym lubię kryminały i byłam ciekawa co autorka bestsellerów ma do zaoferowania.

W „Czystych intencjach” Lily ma okazję przypomnieć sobie atmosferę długo nieodwiedzanego rodzinnego miasteczka. Jej siostra wychodzi za maż i szykuje wielkie prowincjonalne wesele. Jednak welony i kwiaty, falbanki i koronki, jak również inne weselne atrakcje nie przysłonią tego co dzieje się wokół i rodzi niepokój. Miejscowy lekarz i pielęgniarka zostają brutalnie zamordowani. Do tego dochodzi nierozwiązana sprawa zaginionej dziewczynki. Lily ma tylko kilka dni, by dowiedzieć się kim naprawdę jest jej przyszły szwagier. W rozwiązaniu zagadki pomaga detektyw, obecny partner Lily.

Kilka lat temu bohaterka przeżyła tragedię, która odcisnęła piętno na jej psychice. Została porwana i torturowana (podobno więcej na ten temat można przeczytać w poprzedniej części pt. „Czysta jak łza”.) Od czasu tych traumatycznych przeżyć kobieta systematycznie ćwiczy na siłowni i trenuje karate. To, że jest silniejsza fizycznie dodaje jej pewności siebie i wzmacnia psychikę. Dzięki temu czuje, że gdyby znów znalazła się w podobnej sytuacji miałaby większe szanse w starciu z napastnikiem. Nie musi długo czekać, by się o tym przekonać.

Dzięki temu, że autorka dogłębnie przedstawia zwyczaje i rytuały dnia codziennego Lily, możemy przeniknąć do jej psychiki i poznać powody, które kierują jej zachowaniem. Niestety nie jest tak również z pozostałymi postaciami pojawiającymi się w powieści. Według mnie są za mało wyraziste, a tego wymaga się od dobrego kryminału. Konstrukcja psychologiczna postaci nie daje czytelnikowi większych możliwości dedukcji i podążania ścieżką własnych domniemań.
Podczas czytania nie umiałam się oderwać od lektury, gdyż wciąż czekałam na niespodziewany obrót akcji, zwiększenie napięcia i zaskoczenie. Niestety, nie doczekałam się. Co prawda do końca nie wiadomo kto jest mordercą i jakie motywy nim kierują - za to plus. Jak również za to, że książkę czyta się łatwo i przyjemnie.
Od innych czytelników dowiedziałam się, że jest to najsłabsza część cyklu „Czystej”, więc niewykluczone, że sięgnę po wcześniejsze pozycje by się o tym przekonać.
Akcja „Czystych intencji” rozgrywa się przed świętami Bożego Narodzenia. Uważam, że jest to idealna pozycja, by sięgnąć po nią w najbliższym czasie. Nie znajdziecie w niej brutalnych scen i soczystych opisów zbrodni, lecz same czyste intencje, ozdoby choinkowe i zapach środków czystości. Książka szczególnie spodoba się tym, którzy lubią świąteczny klimat i amerykańskie rodzinne filmy obyczajowe.

Joanna Markowska


Tytuł: Czyste intencje
Autorka: Charlaine Harris
Wydawnictwo: Znak
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-240-1636-5
Stron: 256
Wymiary: 124x195

notka o autorce:

Charlaine Harris urodziła się 25 listopada 1951 w Tunica, stanie Mississippi.
Była studentką koledżu Rhodes w Memphis. Po serii niskopłatnych zajęć postawiła na pisanie. Wkrótce „dorobiła” się własnego cyklu z gruzińską bibliotekarką Aurorą Teagarden w roli głównej, a "Real Murders" nominowano do Agatha Award, nagrody Agathy Christie przyznawanej autorom powieści kryminalnych i sensacyjnych. Kolejna seria Charlaine to znacznie bardziej mroczny cykl o Lily Bard z miejscowości Shakespeare, która musi nauczyć się żyć z doświadczeniem napadu.
Jej książki czytane są od 25 lat w wielu krajach świata. Dla przykładu, cykl „Southern Vampire”, na podstawie którego powstał serial „Czysta krew”, wydano już w Wielkiej Brytanii, Japonii, Grecji, Niemczech, Hiszpanii, Tajlandii, Korei, Francji, Czechach, Australii, Rosji i Polsce.





czwartek, 30 czerwca 2011

"Na granicy snu" Anna M. Gorgolewska


„Na granicy snu” Anny M. Gorgolewskiej to lektura przeznaczona nie tylko dla młodzieży. Autorka przedstawia młodą dziewczynę przekraczającą próg dorosłości. Dzięki własnym doświadczeniom poznaje smak rozpaczy i bezradności. Odczuwa siłę prawdziwej przyjaźni. Dowiaduje się czym jest miłość i jakie wyrzeczenia ze sobą niesie.

W prezencie z okazji osiemnastych urodzin Renata dostaje samochód. Niedługo po tym, podczas jednej z pierwszych przejażdżek w deszczowy dzień, traci kontrolę nad pojazdem i ulega wypadkowi. Dziewczyna zapada w śpiączkę, która trwa dziesięć miesięcy. Przez ten czas pozostaje w szpitalu pod opieką specjalistów. Jędrek codziennie czyta siostrze kolejne fragmenty jej ulubionych powieści mając nadzieję, że wypowiadane słowa docierają do jej podświadomości. Rodzice również z niecierpliwością czekają aż córka się obudzi. W tym samym czasie dziewczyna znajduje się na granicy życia i śmierci. Kraina, do której przeniósł ją jej umysł to Koh-i-nor.
Na początku Renata nie pamięta skąd się tam wzięła i co się wydarzyło. Jednak stopniowo wszystko zaczyna się wyjaśniać. Bohaterka uświadamia sobie, że miejsce, w którym się znalazła widziała w snach. Tęskni za domem i chciałaby wrócić, ale inny problem zaprząta jej głowę. Stara się pomóc Kalmowi i jego siostrze w rozwiązaniu zagadki. Odpowiedź ma odwrócić klątwę, ciążącą na mieszkańcach tej przedziwnej krainy. Czy dziewczynie uda się pomóc przyjaciołom? Kim jest bestia niosąca postrach i śmierć w Koh-i-nor?

Koh-i-noor znaczy „Góra Światła”. To jeden z najbardziej znanych diamentów na świecie. Obecnie znajduje się w koronie brytyjskiej Królowej Matki. W Indiach krąży opowieść, że Koh-i-noor został odkryty na czole chłopca porzuconego nad brzegiem rzeki Jamuna i że noworodka zaniesiono wraz z diamentem na dwór władcy. Dziecko okazało się Karną, synem Boga Słońca. Kamień (o wadze 600 karatów) został osadzony w posągu boga Sziwy na miejscu trzeciego oka, oka olśnienia. Prawdopodobnie wydobyto go w kopalniach Bindżapuru, w środkowych Indiach - w kraju, który do XVIII wieku był wyłącznym producentem diamentów.*

„Na granicy snu” czyta się szybko i lekko. Autorka dedykuje swoja książkę rodzicom. Obecność silnych więzi rodzinnych odczuwa się również podczas lektury. W sytuacji, gdy życie najbliższej osoby jest zagrożone, trudne chwile można przetrwać jedynie trzymając się razem. Będąc podporą dla innych, czujemy większą nadzieję i wiarę w sobie. To książka o wytrwałości i sile determinacji, którą odkrywa we własnym wnętrzu człowiek dojrzały emocjonalnie.


* źródło- Wikipedia


Tytuł: Na granicy snu
Autor: Anna M. Gorgolewska
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Wydanie pierwsze: maj 2011
Liczba stron: 170
Format: 130 x 190 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 9788362222261


notka o autorce:

Anna M. Gorgolewska – mieszka w niewielkim nie wielkim miasteczku na Dolnym Śląsku. Bardzo kocha zwierzęta, zwłaszcza czarne koty. Od kilkunastu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. Interesuje się historią i archeologią. Uwielbia czytać (głównie literaturę faktu). Urodzona poetka, od kilku lat prozatorka, czerpiąca wielką radość z pisania.



piątek, 24 czerwca 2011

"Manazuru" Hiromi Kawakami

Gdzie zaczynają się prawdziwe wspomnienia, a co nimi nie jest? Może to się w ogóle nie wydarzyło, ale będę zawsze pamiętać to wyraźnie.

Do sięgnięcia po „Manazuru” Hiromi Kawakami w pierwszej kolejności zachęciła mnie jaskrawa barwa figur geometrycznych na okładce. Pomalowane na czerwono, okrągłe i kwadratowe klocki wyglądały, jakby wyrastały z podłogi, i mimo że były to zwyczajne przedmioty, budziły nieprzyjemne uczucie. Czytając powieść odkryłam co to oznacza.

Kei mieszka w Tokio ze swoją matką oraz dojrzewającą córką. Od dwunastu lat jej mąż Rei nie daje znaku życia. Kei zastanawia się dlaczego ją zostawił. Rozmyśla również nad swoimi relacjami z córką. Wspomina czasy, gdy Momo była malutka, a bezwarunkowa miłość, która je łączyła była najwspanialszym uczuciem jakiego doznała. Teraz oddaliły się od siebie, brakuje im tematów do rozmów i Kei pragnie to naprawić. Pewnego dnia wyrusza do dziwnego i intrygującego miasta nie zdając sobie sprawy z przyczyn własnej wyprawy.
Kolejny raz wertując dziennik męża natrafia na notatkę, w treści której jest mowa o Manazuru. Zaczyna rozumieć dlaczego to miejsce ją przyciąga. Stara się odnaleźć jakiś ślad prowadzący do Reia oraz zaginionego świata z przeszłości. W jej podróżach do Manazuru najważniejsze jest pragnienie odzyskania duchowej równowagi. Odnalezienie wewnętrznego spokoju dzięki rozwiązaniu zagadki zaginięcia ukochanego. Kobieta szuka pewności i bezpieczeństwa, ale zamiast tego wpada w próżnię, z której trudno się wydostać. W Manazuru poznaje zjawę. Kobiety rozmawiają, spacerując razem trzymają się za ręce. Zawieszone pomiędzy światami starają się pomóc sobie nawzajem zrozumieć sens minionych wydarzeń.
Spotkania ze zjawami pochłaniają energię Kei, jak również radość życia. Widziadła są jak zagubione dusze, błąkające się po świecie żywych, którzy nie potrafili pogodzić się z ich odejściem. Nadmorski klimat i deszczowa pogoda podsycają psychodeliczną aurę.

Manazuru- tego ciągu liter nie potrafiłam zapamiętać nawet podczas czytania powieści. Intrygujący tytuł jest nazwą nadmorskiego miasta w Japonii. Właśnie tam rozgrywają się najważniejsze fragmenty powieści. To miejsce jest płaszczyzną, na której dochodzi do przenikania się dwóch światów: realnego i onirycznego. Bywają momenty, w których granice zacierają się, a my nie jesteśmy w stanie określić granicy między złudą a realnością. Surrealistyczny świat jaki stwarza Autorka sprawia, że dryfujemy pomiędzy fragmentami wspomnień a wyimaginowanymi pragnieniami. Relacje między bohaterami są pełne nie tylko naprzemiennego światła i ciemności, lecz również cieni stworzonych dzięki ich powiązaniom. Taki był właśnie związek Kei z Reiem. Zazdrość i żal przechylają szalę psychicznej paranoi bohaterki, działając na jej niekorzyść.

Hiromi Kawakami dzięki eterycznemu stylowi powieści przenosi czytelnika do świata zjawisk nadprzyrodzonych. Jej proza przepełniona jest dygresjami co sprawia, że podczas czytania trzeba być czujnym. Myśli i dialogi niespodziewanie wtrącone w tekst przeplatają czas teraźniejszy z przeszłym wprowadzając zamieszanie.

Zakończenie powieści jest otwarte. Można jedynie przypuszczać, że przeżycia towarzyszące Kei w Manazuru uwolniły ja od demonów zagnieżdżonych w umyśle dając wolność i możliwość rozpoczęcia nowej drogi. Paradoksalnie nic nie jest dokończone, nie przemija zataczając koło obejmujące wszystkie płaszczyzny czasowe. Odejść w przeszłość może tylko to, co teraz jest. To, czego nie ma, nie może stać się przeszłością. Nie może też całkiem zniknąć. Choć nieobecne, pozostanie na zawsze. 


Tytuł oryginału: Manazuru
Autor: Hiromi Kawakami
Tłum. Barbara Słomka
Wydawnictwo: Karakter
Liczba stron: 260
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 120 x 195
ISBN: 978-83-62376-06-3


Manazuru


Notka o autorce:

Hiromi Kawakami (ur. 1958 w Tokio)powieściopisarka i eseistka, laureatka wielu japońskich wyróżnień literackich (m.in. nagrody Akutagawy, nagrody Shikibu Murasaki, nagrody Pascala za debiut). Ukończyła biologię na Uniwersytecie Ochanomizu w Tokio. Kawakami pisze o ludzkiej naturze inaczej niż do tego przywykliśmy; nie psychologizuje, nie ucieka się do metafizyki. Pokazuje stany umysłu bohaterów, wewnętrzne napięcia i rozedrganie, pozwalając im tworzyć się i rozpływać na naszych oczach. Subtelny, minimalistyczny styl i niekonsekwentny zapis partii dialogowych to rozpoznawalne cechy prozy Kawakami zbliżającej się do granicy tego, co da się wypowiedzieć.




środa, 6 kwietnia 2011

"Dziewczyńskie bajki na dobranoc"


„Dziewczyńskie bajki na dobranoc” to antologia klasycznych baśni, przedstawionych w zupełnie innym wymiarze. Lektura tego zbioru zachęca do przypomnienia sobie historii stworzonych przez braci Grimm, Charlesa Perraulta czy Hansa Christiana Andersena. Osiemnaście pisarek zmierzyło się z symboliką znanych z dzieciństwa opowieści, by przedstawić je w zupełnie innym świetle. Wśród autorek można znaleźć między innymi Edytę Szałek, Joannę M. Chmielewską, Beatę Rudzińską, Wiolettę Sobieraj i Zofię Soliłło.
Osadzenie bohaterek w ryzach nowoczesnego świata sprawiło, że pozytywne bajeczki stały się wręcz anty-bajkami. Autorkom udało się pokazać różnicę między dziecięcym a dorosłym postrzeganiem rzeczywistości. Kontrast bywa ostry i bezwzględny. Tak więc podczas czytania nie upajamy się jedynie piękną i pozytywną fabułą. Wręcz przeciwnie, przełykamy dławiący smutkiem żal i rozczarowanie. Musimy pogodzić się z rozstaniami bez powrotów, anoreksją i bezpłodnością. Mimo to w opowiadaniach nie brakuje magii ani humoru. Różnorodność spostrzeżeń pisarek i ich wielopoziomowa wyobraźnia owocuje książką ciekawą, nieprostolinijną. Zaskakujące momenty skłaniają do refleksji.
Książka powstała z myślą o kobietach i dla kobiet. Poznajemy drugie oblicze Kopciuszka, Śpiącej Królewny, jak również Dziewczynki z zapałkami i Brzydkiego Kaczątka. Czytając, rozmyślamy o kobiecych rolach życiowych, o ramach, w których są osadzone. Nie ma w nich miejsca na ckliwość i rozczulanie. Przy tak silnym pędzie ku nowoczesności marzenia są potrzebne tak samo jak bajanie. Dodają sił, a odrobina naiwności wskrzesza wiarę w to, że będzie lepiej.

Należy wspomnieć, że książce towarzyszą obrazy, które w tajemniczy sposób wydobywają esencję z każdej baśni. Wyczarowane zostały przez Ewę Aksienionek, autorkę pierwszego z opowiadań. Na pierwszy rzut oka już sama okładka zaskakuje. Przedstawia Czerwonego Kapturka leżącego na sianie z pistoletem w ręce. To takie dziewczęce zobrazowanie dojrzałości, gdzie niewinność skryła się pod kapeluszem, a świadomość kobiecości ubrana jest w halkę.

czwartek, 31 marca 2011

"Łowcy wielorybów" Edyta Szałek



Łowcy wielorybów – dajcie się zwieść tytułowi i złowić autorce, Edycie Szałek – wielorybnikowi, który do połowów używa słów i wyobraźni. Dzięki niebanalnym przenośniom zatrzymuje czytelnika w krainie fiordów, otoczonej chłodnymi skałami i wiatrem Skandynawii.

„Łowcy wielorybów” to książka ponadczasowa, opowiadająca o losach kobiet: babci, matki, ciotki i córki. Każda z nich na swój sposób zmaga się z podobnym problemem, łączącym je poprzez poświęcenia i współczucie. Są różne, a jakże podobne do siebie. Szukające szczęścia u boku mężów, którzy dokonali bolesnego naruszenia ich osobowości. Czytając tę powieść zobaczycie, jak łatwo jest utożsamić się z każdą postacią. Poznając kolejne rozdziały dotkniecie przeszłości i teraźniejszości, łączących się w Świecie Flory.


Flora - już samo imię głównej bohaterki nadaje postaci tajemniczego uroku natury. Flora, doskonale wkomponowana w krajobraz wyspy, na której toczy się akcja powieści, jest jak zbiór roślin, rosnących w przeszłości na tym obszarze. Jest połączeniem okresów geologicznych, ich szczątków, skamieniałości i odcisków na nich zostawionych.
Po śmierci ojca dotyka dna, zaszczuta w niepojmowanym przez innych nieszczęściu i postanawia wymknąć się z klatki poprawności. Zaglądając w głąb siebie wskrzesza siłę. Odnajduje Kapitana, który staje się miłością. Miłością do samej siebie. Szczęściem, na które świadomie zasługuje, spełnieniem marzeń, prawie materialną projekcją zrodzoną z tęsknoty za sprawą powinowactwa dusz, grania tych samych nut. Pokochała Kapitana w chwili, w której pokochała samą siebie. Rozmawiając z nim, coraz lepiej rozumie swą naturę. Kiedy ona zaczynała zdanie, on mógł je skończyć, a wszystko miało sens i było całością.
Ten przyjaciel zmęczonego umysłu jest również jak ojciec, a jego natura jest jej bardzo bliska. Ze zrozumieniem usprawiedliwia jego postępowanie i to, dlaczego nie potrafił żyć w realiach otaczającego świata.
Flora stworzyła sobie przestrzeń wypełnioną czystym pragnieniem kochania i bycia kochaną. Podczas samotnych rozmyślań skurczył się on do rozmiarów Bryzy i zamknął w granicach drewnianej kołyski. Dużo czasu spędzała na łodzi myśląc o przeszłości. Zachwycała się nią twierdząc, iż mogłaby tak żyć zawieszona gdzieś pomiędzy sepią, bawełnianymi pończochami i karminową pomadką.
Podczas spacerów Flora natrafiła na starszego mężczyznę, którego nazwała Ojcem Wyspy. Mężczyzna sprawiał wrażenie człowieka, który zna wszystkie tajemnice, zwłaszcza te przerażające. Unikał ludzi, a zagadnięty odpowiadał tylko zdawkowo. Im mocniej Flora przenika do świata, w którym nie boi się walczyć o miłość, tym bardziej Ojciec Wyspy staje się rozmowny. Pewnego razu przyznaje, iż będąc przez krótki czas wielorybnikiem nauczył się czegoś bardzo ważnego. Zrozumiał, że czasami musisz odpuścić, by coś innego zyskać. Tym sposobem złowił wieloryba nie zabijając go i oddając mu wolność.
Sprawa polowań jest tematem przewodnim powieści. Ma to na celu uświadomienie czytelnikowi, że każdy z nas jest wielorybnikiem życia.

„Łowcy wielorybów” to książka, która bardzo przypadła mi do gustu. Po jej przeczytaniu czułam niedosyt. Powróciłam więc do wybranych rozdziałów, doszukując się odpowiedzi na niedopowiedzenia, z którymi i tak pozostałam. Prawie nigdy mi się to nie zdarza. W tym wypadku wiem, że jeszcze nieraz będę wertować kartki tej powieści, szukając czegoś między wierszami. Filozoficzne rozważania, w które wprowadza nas autorka sprawiają, że pochłaniamy myśli bohaterów, by móc później snuć na ich temat refleksje.

wtorek, 29 marca 2011

"Saga Sigrun" Elżbieta Cherezińska

„Północna Droga-
jest zawsze tam gdzie mgła
gdy płyniesz na intuicję,
na cel.
jest lękiem i wyzwaniem
walką o siebie. o marzenia.
nawet jeśli płyniesz pod prąd.”
(z dedykacji od autorki) 



 
Po lekturze „Ja jestem Haldred” nie miałam wątpliwości, że muszę przeczytać sagę o Wikingach od początku. Zafascynowana staroskandynawską epiką, pragnęłam poznać szerzej ich świat. Kiedy otrzymałam wyczekiwany z niecierpliwością pierwszy tom „Północnej Drogi”- „Sagę Sigrun”, ucieszyłam się niezmiernie.

Porównując obie części Sagi nie sposób nie zauważyć, że ich bohaterki spotkały bardzo odmienne losy. Kiedy u jednej dominuje smutek i obrzydzenie do poświęceń, druga doświadcza przesytu dobroci i szczęścia rodzinnego. Myślę, że autorka celowo połączyła przyjaźnią i wzajemną zależnością tak kontrastowe postacie.   



Sigrun, w przeciwieństwie do Haldred, miała szczęście w miłości. Ojciec wybrał jej na męża wielkiego jarla Regina, w którym zakochała się z wzajemnością od pierwszego wejrzenia. Tych dwoje połączyła jedność dusz i zrozumienie. Czytali w swoich duszach, jak w otwartej księdze. Delektowanie się tak niebywałą miłością często zakłócał czas wojen, chorób i śmierci. Nagrodą za cierpliwość i oddanie było poczucie bezpieczeństwa w ramionach bliskiej osoby.
Żona Regina sprawdziła się nie tylko jako oddana nałożnica, ale również wzorowa matka i gospodyni. Oprócz dwójki własnych dzieci wychowała także potomków Haldred i syna Einara. Po problemach z zajściem w ciążę, darzyła je wszystkie czułością i troską. Spełniając swe matczyne powołanie, sprawowała opiekę nad powierzonymi Reginowi kandydatami na wojowników.

Bohaterami „Północnej Drogi” są postacie fikcyjne, umieszczone w realiach starożytnej Skandynawii w latach 945- 1000. Historyczne tło powieści zyskuje głębszy wymiar dzięki ciekawej formie przedstawienia odległych czasów. Poznajemy kulturę wikingów, sposoby walki o władzę, jak również obawy i nieufność w stosunku do chrześcijaństwa. Mimo wszystko pojawienie się nowej religii nie zakłóca jasności ich umysłów. Bohaterowie Sagi nie ulegają zabiegom nawracania, lecz jednocześnie nie wyrzekają się tych, którzy zamienili tak dobrze im znanych bogów na jednego, obcego. Dzieje się tak dlatego, ponieważ są otwarci i tolerancyjni. Cechuje ich nie tylko odwaga, ale i mądrość. Elżbieta Cherezińska stworzyła opowieść o wyjątkowo mocnych przyjaźniach. O lojalności, która jest dowodem na to, że nie trzeba być bratem krwi, by stać się rodziną i ramię w ramię bronić bliskich.

Na kartach „Północnej Drogi” czuć niezwykły klimat Skandynawii. Dajemy się zahipnotyzować baśniowej atmosferze run i zaklęć, będących częścią realnego życia sprzed wieków.
Subtelnie poprowadzona narracja sprawia, że sceny erotyczne nie są wulgarne. Nacechowane rytmiką, której daleko do rutyny, zaciekawiają swą odmiennością. Przedstawienie miłości przez ucieleśnienie nie ujmuje jej magii.
Odbywamy podróż pełną niebezpiecznych przygód, jak i powrotów świętowanych najlepszym miodem.

Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części - Sagi Einara. Jestem ciekawa, w jaki sposób bohater opowie nam o swoich przeżyciach tych trudnych dla niego lat.
„Północną Drogę” polecam również mężczyznom, którzy dzięki tej lekturze mają szansę uchylić rąbka kobiecej psychiki i fantazji. Poznać myśli płci pięknej i dostrzec w nich zaciekawienie męskim sposobem postrzegania rzeczywistości.


Tytuł: Saga Sigrun
Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2009
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-7506-351-6
Ilość stron: 408



notka o autorce:

 
Elżbieta Cherezińska - autorka książki „Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum”, traktującej o historii getta łódzkiego, „Sagi Sigrun” i „Ja jestem Halderd”, wchodzących w skład cyklu "Północna Droga", oraz „Gry w kości”. 









 Już wkrótce kolejna część Północnej Drogi-   
 


piątek, 18 marca 2011

"7 razy dziś" Lauren Oliver


„Czytałam gdzieś, że deja vu ma się wówczas, gdy procesy w półkulach mózgowych nie przebiegają z taką samą prędkością: prawa strona wyprzedza lewą o jakieś dwie sekundy albo na odwrót... to by jakoś wyjaśniało uczucie rozdwojenia, jakby świat rozpadł się na pół. Świat albo ja.”


Przeżywając deja vu człowiek odczuwa pewną konsternację. Zastanawiając się co jest z nim nie tak zadaje sobie pytania, na które i tak nie pozna odpowiedzi: czy to już było, czy mi się wydaje? a może przeżyłem to samo w poprzednim życiu? może równoległe czas właśnie nałożyły się na siebie? Natomiast odpowiedź jest prosta. To wina mózgu i tego co w nim powstaje.



niedziela, 6 marca 2011

"Sen Zielonych Powiek" Edyta Szałek


„Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych”


Bohaterka powieści „Sen zielonych powiek” Edyty Szałek, starała się zrobić wszystko, by żyć według tej myśli. Greta, po opuszczeniu szpitala wybrała samotne życie z daleka od przeszłości. Wsiadając do pociągu najbardziej pragnęła zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Jednocześnie chciała zacząć wszystko od nowa, nie wiążąc uczuć z czymkolwiek. Żeby tego dokonać, potrzebowała znieczulenia. Zamknęła się w skorupie, nie pozwalając otoczeniu na bliższy kontakt. Atrakcyjna, interesująca kobieta mogła zdobyć każdego mężczyznę. Przelotne romanse były dla niej jedyną formą bliskości, która nie rani. Seks bez zaangażowania uczuciowego, nic więcej. Granica, którą oddzieliła siebie od ludzi, miała chronić nie tyle ją, co innych.
Przełamując stereotyp doskonałej pani domu, stała się kobietą nowoczesną. Singielką, która robi to co chce i kiedy chce, bez tłumaczenia komukolwiek motywów swych zachowań. Robiła to wszystko doznając cierpienia i bólu, który pozostaje, gdy los zabiera nam to, co jest sensem i treścią naszego istnienia. Styl życia, który wybrała byłby łatwiejszy do zrealizowania, gdyby nie uczucia. Nie szukała, wręcz unikała miłości, lecz... pewnego dnia pojawił się mężczyzna posiadający sposób na otworzenie skorupy, w której zamknęła się Greta.

Można wyczarować szczęśliwe zakończenia smutnych zdarzeń, można sprawić, by żadna istota nie była samotna i mogła pochować swoje dziecko, nawet jeśli jest ptakiem?

Greta uciekała od rzeczywistości w świat filmowych fantazji. Porównywała sytuacje życiowe do filmowych scen, a ludzi i ich zachowania - do aktorów odgrywających przypisane im role. Przecież wszystko można wyreżyserować. Nic nie musi być prawdą, a życie może być takie, jakim je sobie wykreujemy. Wspominając sceny z filmów: „Sztuczna inteligencja” i „Szósty zmysł”, umacniała siebie i otaczających ją ludzi w przekonaniu, że w jej życiu chodzi o coś bardziej wzniosłego. A zwykły rozkład dnia kryje w sobie zalążek niebanalnej historii. Niby ukradkiem i przez przypadek, w najmniej oczekiwanych momentach, pojawia się postać chłopca. Bez wątpienia między nim a Gretą jest jakaś niesprecyzowana więź. Jako czytelniczka, odbierałam te fantazje Grety jako swego rodzaju dążenie podświadomości ku przyswojeniu prawdy o jego istnieniu. Postać dziecka staje się coraz bardziej wyraźna, a częstotliwość snów bohaterki na jego temat wzrasta. Powoduje to, iż w końcu kobieta zaczyna szukać w sobie odpowiedzi na pytanie o przyczynę wewnętrznego cierpienia. Wątpliwości nie pozostają bez echa. W ich rozwianiu pomaga Joachim. Jest jak Anioł Stróż, lecz niesie bolesną, trudną do przyswojenia, ale jedyną prawdę, która może dać wolność.
Greta prowadzi wewnętrzną walkę, zastanawia się co powinna uczynić. W głowie słyszy dwa głosy. Jeden z nich, należy do zmęczonej kobiety, która nie ma już siły odgrywać wyreżyserowanych ról. W końcu ponownie chciałaby zasmakować miłości. Drugi głos upiera się, że to właśnie ona jest winna całemu nieszczęściu. Złe zdarzenia to nie bezpańskie psy, każde ma swojego pana, Ty jesteś panią jednego z nich... Ten drugi głos namawia do ucieczki od realiów, sugeruje, że nie warto próbować zmieniać czegokolwiek. Lecz to już nie jest sen o zielonym krokodylu i Greta zdaje sobie z tego sprawę.

W recenzjach „Snu zielonych powiek” czytamy, że jest to oniryczna powieść psychologiczna. Z całą pewnością to prawda. Już na początku książki natrafiamy na nazwę amitryptyliny - leku przeciwdepresyjnego, wywierającego działanie uspokajające i przeciwlękowe, który zażywa bohaterka. Dzięki tej wiedzy podczas czytania jesteśmy świadomi problemów zdrowotnych Grety. Odkrywanie kolejnych kart książki jest szukaniem odpowiedzi na nurtujące pytanie- co się faktycznie wydarzyło? Prawdy dowiadujemy się dopiero w chwili, gdy jednocześnie uświadamia ją sobie chora. Uspokojona i pozbawiona lęków, za sprawą leków zapominała o tym, co było przyczyną jej ciągłej ucieczki.

Brawa dla autorki należą się za brawurową konstrukcję fabuły. Edyta Szałek, jak sama twierdzi prócz oczywistej chęci przekazania myśli chce pisać książki ciekawe, ciekawe dla tych ludzi, których charakteryzuje pewna wrażliwość. Moim zdaniem bez wątpienia jej się to udaje, a książki, które publikuje są najlepszym tego dowodem. Czytając je, poznajemy talent i mądrość pisarki.

Sen zielonych powiek nie mógł trwać wiecznie. Skończył się wraz z książką, która o nim opowiada. Lecz czy powrót do rzeczywistości zawsze musi być straszny i zwiastować najgorsze? Może dzieci ptaków również mają sny? 

tytuł: Sen Zielonych Powiek
autor: Edyta Szałek
wydawca: Replika
data wydania: 2007
nr wydania: I
ISBN: 978-83-60383-31-5
liczba stron: 235
kategoria: literatura piękna

notka o autorce:

Edyta Szałek (ur. 1974). Socjolożka, pisarka, fotografka. W 2005 r. wygrała konkurs na Dziennik Literacki „Dzień po dniu” zorganizowany przez magazyn „Zwierciadło”. Przez kolejne dwa lata pisała do tego miesięcznika felietony „Miasteczko blisko morza”. Debiutancką książką Szałek jest „Sen zielonych powiek” z 2006 r. (Replika). Kolejna książka to zbiór opowiadań „Kamieniczka” (Amea) z 2009 r.
Na początku 2008 r. Edyta Szałek wyjechała do Norwegii. Początkowo, z uwagi na doświadczenie zdobyte w Polsce, pracowała jako dyrektor handlowy w jednej z norweskich firm. Potem postanowiła poświęcić się całkowicie trzem pasjom: socjologii, pisarstwu i fotografii. Pierwszą z nich realizuje pracując w bergeńskim Centrum Kryzysowym dla kobiet, w którym pomaga traumatycznie doświadczonym dzieciom pochodzącym z krajów całego świata. Miłość do kina i czarno-białej fotografii znalazła odzwierciedlenie w firmie Sokrates´Workshop, którą założyła rok temu ze swym życiowym partnerem. A pisanie? Na to jest czas zawsze i wszędzie – mówi Edyta. – Najczęściej jednak o świcie, kiedy norweskie fiordy przeciągają się jak koty, sroki przeszukują śmietniki, a stary zegar wybija za wczesną godzinę.

środa, 26 stycznia 2011

"Za zakrętem" Marika Krajniewska


Pierwszą książką, którą przeczytałam w nowym roku jest „Za zakrętem” Mariki Krajniewskiej. Dwa zimowe wieczory wystarczyły, by połknąć tę lekturę rozgrzewającą serce, jak kubek gorącej herbaty.
Tytuł powieści ma w sobie ukryte przesłanie- nasze życie jest pełne zakrętów, na których, bywa - wpadamy w poślizg. W takich okolicznościach zginęła para nastolatków, pozostawiając samotne matki niemogące pogodzić się z losem. I choć bardzo stara się go pokonać, wciąż pozostaje tuż przed. A to wszystko, czego pragnie wciąż pozostaje poza jej zasięgiem, tam, za zakrętem.

Czytając najnowszą powieść M. Krajniewskiej, poznajemy dwie matki: Annę i Irinę, połączone wspólnym cierpieniem po utracie swych jedynych dzieci. Anna chodzi drogami zmarłej córki, wprowadzając w życie wiele rytuałów przywołujących pamięć o niej. Irina zaszywa się w domu zagłuszając bolesną ciszę po utracie syna dźwiękiem programów telewizyjnych. Kobiety nie potrafią nazwać swej zażyłości koleżeństwem, przyjaźń zaś to za mocne słowo na określenie tego co je łączy. Są dla siebie siostrami niedoli. Spędzając na cmentarzu mnóstwo czasu, przywołują na myśl wspomnienia o nieżyjących dzieciach, starając oswoić się z nieodwracalnością śmierci. Wspólnie szukają drogi powrotnej do normalnego życia. Po czterech latach następuje przełom. Postanawiają spróbować żyć z dala od siebie, nie utrzymując kontaktu. W tym czasie dużo się zmienia. Ich psychika szuka pocieszenia w nowym otoczeniu. Wkrótce dostają od losu szansę na odnowienie znajomości, w której nie ma już miejsca na żal. Rozpoczynają nowy etap w życiu.

Fabuła trzyma w napięciu do samego końca. Trudno jest się oderwać od świata przedstawionego w powieści. Autorka - niczym przewodnik oprowadza nas po Petersburgu. Wraz z bohaterkami zwiedzamy muzea, galerie i parki poznając kulturę i zwyczaje mieszkańców. Niestety, podczas tej wycieczki nieraz potykamy się o bolesną rzeczywistość. To między innymi obrazy współczesnej młodzieży zażywającej narkotyki. Czujemy smród, patrzymy na ubóstwo bezdomnych i pijaków. Z książki emanuje smutek i ból, lecz dostrzegamy w niej również potęgę miłości, gdy okazuje się, że Los wyszedł zza zakrętu i wsparty o ramię Nadziei powędrował dalej.


Do wydawnictwa Papierowy Motyl
Tytuł: Za zakrętem
Autor: Marika Krajniewska
Wydawca: Papierowy Motyl
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 150 s.
Oprawa: miękka
Wymiar: 130x190 mm
EAN: 9788362222162
ISBN: 9788362222162


Już wkrótce wywiad z Mariką Krajniewską. To ta niespodzianka, o której wspominałam.

Serdecznie zapraszam!

czwartek, 9 grudnia 2010

"Zupa z ryby fugu" Monika Szwaja

Fugu dla odważnych i bogatych.

Do sięgnięcia po „Zupę z ryby fugu” skłoniła mnie okładka. Zaciekawiona obrazkiem kolczastej ryby ze smoczkiem przeczytałam opis:
„Ryba fugu jest bardzo smaczna, ale jeśli będziemy obchodzić się z nią nieostrożnie - możemy otruć siebie i współbiesiadników. Na śmierć. Podobnie z naszym życiem. Jest ono jak potrawa dla inteligentnych. Trzeba zawsze myśleć o tym, co robimy, jakie decyzje podejmujemy - choćby targały nami szekspirowskie zgoła emocje - inaczej może się tak zdarzyć, że ktoś (my sami?) zapłaci wysoką cenę za nasz brak rozwagi.”
Nadal nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po zawartości książki. Podejmując śledztwo nieufnie konsumowałam zaserwowane mi danie. O zdolnościach trujących ryby fugu dowiedziałam się z filmów kryminalnych, w których to detektywi starają się dociec, co było powodem śmierci ofiary. Postanowiłam zostać takim śledczym i wziąć sprawy w swoje ręce. Początek książki wydał mi się banalny, lecz im bliżej końca, tym treść stawała się ciekawsza, a zwroty akcji zaskakujące.
Anita i jej małżonek Cyprian- młodzi, piękni i bogaci ludzie bezskutecznie starają się o dziecko. Leczenie hormonalne, kilka nieudanych prób in vitro i wciąż nic. Na drugim planie urocza, uboga studentka Miranda, która dla pieniędzy i lepszego bytu posuwa się do czegoś, co jednak w dużym stopniu ją przerasta. Losy tych postaci splatają się ze sobą tworząc niebywałą, lecz pełną prawdy historię.
Najważniejszymi postaciami przedstawionymi przez autorkę są kobiety. Ich myślenie i postępowanie zmienia życie wielu osób. To one uparcie kierują wszystko na wybrany przez siebie tor, a towarzyszący im mężczyźni wspólnie ponoszą konsekwencje tych działań. Każda decyzja niesie ze sobą mnóstwo pytań, wątpliwości i obaw. Łatwo jest się zapętlić, szukając wyjścia z sytuacji, która prostych rozwiązań nie gwarantuje.

„Zupa z ryby fugu” to powieść przede wszystkim o tym, jak przekształca się psychika kobiety ślepo zawładniętej uczuciem niespełnionego macierzyństwa. Zwłaszcza jeśli rodzina naciska, że już najwyższy czas pomyśleć o potomku, który zagwarantuje kontynuację rodu. Znajomi natomiast mają mnóstwo rad, których szkoda nie wykorzystać. Ważną postacią jest na pewno Eliza, przyjaciółka Anity, której autorka nadała funkcję mąciciela i prowodyra. Udając bratnią duszę stara się wyciągnąć jak największe korzyści dla siebie, w tym również materialne. Jest ona tym wszystkim co sprawia, że słaby psychicznie człowiek daje sobą manipulować. To cichy głos diabła nakłaniającego do zła. Jest jak dobrze wymyślona reklama, dzięki której sięgamy nawet po to, co nie jest nam konieczne do przetrwania. Takich toksycznych ludzi trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. To właśnie oni z premedytacją serwują dania pełne jadu zawartego w źle przyrządzonej rybie fugu.
Monika Szwaja w pełnej humoru powieści porusza trudny temat obecnych czasów. Jednak drogę zobrazowania go ułatwia sobie przedstawiając ludzi zamożnych, których stać na podejmowanie kosztownych decyzji. Druga rzecz to pozycja jaką zajmuje kościół w sprawie in vitro. Autorka ukazuje ją bez ogródek w bardzo dosadny sposób. Dobrze, że sięgnęłam po tę książkę, gdyż nie ma w niej ani kawałka moralizatorskiego, a lekkość pióra autorki skłania do głębszego zastanowienia. To właśnie po tej lekturze postanowiłam napisać artykułu pt.”Męskie decyzje o kobiecych łonach”.

Czy Zupę z ryby fugu można łatwo strawić? Niech każdy sam oceni. Korci mnie, by wyjawić jakim sposobem młodzi małżonkowie zostali rodzicami. Jednak na koniec zadam pytanie: czy matką jest ta, która urodziła?

                                                                     Joanna Markowska


notka o autorce: 
Monika Szwaja (ur. 1949) – polska pisarka i dziennikarka telewizyjna.
Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie w Poznaniu. Po studiach pracowała w telewizji, skąd została zwolniona w stanie wojennym. Przez następnych 8 lat pracowała jako nauczycielka języka polskiego i historii w małej miejscowości Podgórzyn położonej w Karkonoszach (na podstawie doświadczeń z tego okresu powstała powieść Jestem nudziarą). W 1989 roku wróciła do pracy w telewizji, w 2002 porzuciła ją na rzecz pisarstwa. Mieszka w Szczecinie, posiada własne wydawnictwo – SOL.


Tytuł: Zupa z ryby fugu
Autor: Monika Szwaja
Wydawnictwo: Sol, kwiecień 2010
ISBN: 978-83-62405-03-9
Ilość stron: 353
Oprawa miękka 


recenzja na Fatamorganie 

środa, 8 grudnia 2010

"Ja jestem Halderd" Elżbieta Cherezińska


Podczas pierwszego zetknięcia z książką moją szczególną uwagę przykuła okładka. Kamienny posąg kobiety okrytej futrem i wysuwający się spod niego krzyż. Z zaciekawieniem zagłębiałam się w tekst. W pewnym momencie wszystko stało się jasne. Wystarczyło ponowne spojrzenie na okładkę, bym zrozumiała przedstawioną symbolikę. Wiedziałam już, że nie przeczytam historii o rozczulaniu się nad sobą i słabościach.

Halderd, zimna i wyrachowana, znana z nieustępliwości i ciętego języka. Dążąca do zaspokojenia wszystkich swoich pragnień i żądzy. Pani Ynge, dowodząca ludźmi prowadząc ich ku zwycięstwu. Mądra, przewidująca, wspaniała przywódczyni.
Halderd- skała, wiedźma, kameleon. Jej pragnienia? Dwa najważniejsze: mąż na wojnie, a ona sama w domu, i drugie- wychodzić do lasu, do skał, nad rzekę. Nie potrafi żyć za zamkniętą bramą. Doskonale rozumie czym jest dla mężczyzn przestrzeń, która się nie kończy. Rozbudzone tęsknoty kołysze w dźwiękach liry, z pasją biegając palcami po strunach. Śpiewa pieśni szumiące morzem, trzepoczące żaglem, sokołem wzlatujące ponad góry.

Już od dzieciństwa los jej nie oszczędzał. Śmierć wpływowego człowieka z rąk jej brata, utrata całego majątku i przeprowadzka do obskurnej, śmierdzącej chaty, tragiczna śmierć braci bliźniaków... Szansa na odwrócenie losu pojawia się wraz z propozycją Hrafna. Wuj proponuje jej ślub z jednym z Panów Północy. Dziewczyna godzi się wyjść za jarla Helgiego. Niestety nie jest w stanie pokochać męża pijaka. Wręcz brzydzi się nim, a miłość fizyczną traktuje jako przykry obowiązek. Nawet w dzieciach dostrzega przede wszystkim cząstkę Helgiego i nie jest w stanie od razu wzbudzić w sobie matczynej miłości. Potrafi jednak zacisnąć zęby, by dać mężowi to, czego on żąda. Rodzi kolejnych synów za co zostaje obdarowana klejnotami i srebrem. Za urodzenie bliźniaków dostaje nawet futro z tumaków, ciemnobrunatne, miękkie.

Niepogodzona z losem, pełna niepokoju oczekuje czasu, w którym zrozumie to, czego ogarnąć jeszcze nie zdołała. Wraz z nadejściem głębokich uczuć pojawia się w jej życiu Chrystus. Chrześcijaństwo sprawia, iż krzyż niesiony na plecach jest lżejszy. Halderd oddaje się nieznanemu dotąd odczuciu prawdziwej miłości. Erotyka wypełnia znaczną płaszczyznę powieści. Seks przedstawiony został w sposób zmysłowy i nie wulgarny.

"Ja jestem Halderd" Elżbiety Cherezińskiej to druga cześć serii "Północna droga". Opowieść przybliża historię starożytnej Skandynawii w latach 945- 1000. Przenosi nas w odległe czasy wikingów. Autorka wprowadzając fikcyjnych bohaterów do realnego świata sugeruje jak mogły go postrzegać żony wojowników. Poznajemy zmiany kulturowe, walkę o władzę, oraz moment wyparcia religii pogańskiej przez chrześcijaństwo. Cherezińska koncentruje się również na przekazaniu nam powodów i argumentów, dla których ludzie wyrzekli się starej wiary na rzecz nowej.


Powieść cechuje płynna narracja i dbałość o szczegóły. Wciągająca fabuła sprawia, że nawet gdy przestajemy czytać, nadal myślami krążymy po odległej północnej krainie. Szukając chowających się pod ziemią skał, odnajdujemy po chwili kolejne wyboje i odnogi. Od małych kamieni, przez rozległe ziemie jarlów przechodzimy do wysokich i stromych gór. Z tą książką nie sposób się nudzić. Każda strona przynosi ekscytujące opisy, upaja jak miód wikingów pozostawiając niedosyt. "Ja jestem Halderd" zachęciła mnie do sięgnięcia po pierwszą część cyklu- "Sagę Sigrun". Uwiodła mnie tak, że z niecierpliwością czekam na ukazanie się kolejnej pt. "Saga Einara". Cherezińska jest autorką która dowiodła, że Polki potrafią pisać wyśmienitą prozę. Nawet najlepsza recenzja nie odzwierciedli zalet i walorów tej książki, ani nie ogarnie wszystkich jej wątków. Jedynym sposobem, by się do tego przekonać, jest sięgnięcie po „Ja jestem Halderd” i przeczytanie jej. Do czego szczerze zachęcam.


Tytuł: Ja jestem Halderd
Podtytuł: Północna Droga
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 484
ISDN: 978-83-7506-465-0


notka o autorce:
Elżbieta Cherezińska (ur. w 1972 roku), teatrolog. Mieszka w Kołobrzegu. W 2005 roku napisała wspólnie z Szewachem Weissem jego literacką biografię "Z jednej strony, z drugiej strony". W 2008 roku nakładem Zysk i S-ka Wydawnictwa ukazała się książka "Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum"- historia łódzkiego getta opowiadana od kulis. Studentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Pierwszy tom "Północnej Drogi" -"Sagę Sigrun" -opublikowała w 2009 r., zyskując nowe rzesze czytelników i uznanie w oczach krytyki.




"Blomba" Er-ka

"Blombę" dostałam pewnego wieczoru, podczas którego starałam wbić sobie do głowy, że nie warto przejmować się zazdrosnymi i płytkimi osobami. Mimo wszystko, ucieszona długo wyczekiwaną przesyłką, zasiadłam do czytania. Myśli nerwowo krążyły wokół ludzkiej głupoty, której byłam świadkiem. Ku memu zdziwieniu już po przeczytaniu pierwszych kartek książki na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zapomniałam nawet co było powodem złego nastroju.

Główną bohaterką "Blomby" jest młoda i naiwna dziewczyna. Dzięki wstawiennictwu swej ciotki Hanki podejmuje pracę w biurze podróży. Ciotka jest dla bohaterki autorytetem, jej rad stara się przestrzegać z głębokim zaangażowaniem. Od pierwszych stron tej zabawnej książki dostrzegamy, iż mamy do czynienia z dziewczyną bezgranicznie szczerą, prostolinijną. Blomba nie rozumie, dlaczego ludzie mają do niej pretensje, gdy mówi prawdę. Zmuszona do kłamstwa omija dany temat budując na nim następne wątki rozmowy, po to tylko, by nie skłamać.
Czytając "Blombę" natrafiamy na zaskakujące sytuacje z życia spostrzegawczej kobietki, które sama nam przedstawia. Opisane przez nią wydarzenia śmieszą czytelnika. Wynika to z nazbyt dosłownego pojmowania rzeczywistości przez bohaterkę. Jej nieskomplikowany charakter i naiwność sprawiają, że podczas czytania nieraz kręcimy głową ze zdziwienia. Można by pomyśleć, że jest nierozgarnięta i mało inteligentna. Wywołuje irytację nie tylko w swoim szefie, lecz również w współpracownikach. Niejednokrotnie wzbudza politowanie, ale jest bardzo empatyczna i kobieca.

Książkę przeczytałam jednym tchem. Podczas tej lektury zrelaksowałam się i odprężyłam. Dotarło do mnie, że niepotrzebnie się przejmuję. Autorka świetnie potrafi od pozornych błahostek przejść do poważnych sprawy, a rzeczy dużej wagi zmniejszyć do wielkości ziarenka kawy. To istny majstersztyk humoru i ukazanie relatywizmu wartości uznawanych za wielkie. Próba stworzenia tak groteskowego świata mogła udać się jedynie osobie inteligentnej, potrafiącej zdystansować się wobec rzeczywistości, obdarzonej specyficznym poczuciem humoru. Polecam.

                                                                            Joanna Markowska


Tytuł: Blomba
Autor: Er-Ka
Wydawnictwo: Zaszafie.pl
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-927422-0-3
Stron: 92
Wymiary: 125x195

recenzja na Fatamorganie

wtorek, 7 grudnia 2010

"Era Kobiet" Marika Krajniewska, Marzena Lickiewicz

 "Era Kobiet" to książka kierowana zdecydowanie do płci pięknej. Autorki - Marika Krajniewska i Marzena Lickiewicz, przedstawiają obraz matek samotnie wychowujących dzieci. Głównymi bohaterkami są koleżanki z czasów podstawówki - Roxana i Karolina. Przeplatająca się narracja przedstawia punkty widzenia świata przez każdą z dwóch bohaterek. Opowieść pełna jest humoru i ciepłych uczuć. Gdy na pierwszych stronach książki napotykamy wzmiankę o Big Brotherze i portalu Nasza Klasa - nie mamy wątpliwości, że jest to książka będąca znakiem polskiej współczesności.
 

Era Kobiet to pierwsze na świecie reality show zorganizowane przez jedną ze stacji telewizyjnych. Program trwa jeden letni miesiąc. Jest to swego rodzaju eksperyment psychologiczny mający na celu obnażenie kobiecych charakterów. Telewidzowie mogą zagłosować na wybraną uczestniczkę i zadecydować, która z pań najbardziej zasłużyła na nagrodę główną jaką jest dom marzeń. Decyzją organizatorów programu do "wielkiego domu", monitorowanego kamerami, trafiają cztery kobiety wraz ze swoimi pociechami. Oprócz Karoliny i Roxany poznajemy Bożenę i Kaśkę. Kobiety potrafią być intrygujące, nieprzewidywalne, czasem nawet śmieszne. Każda postać przedstawiona w powieści jest bardzo charakterystyczna.

Czytelnik staje się w pewnym sensie świadkiem wydarzeń, towarzyszy uczestniczkom programu w codziennych czynnościach, poznaje ich osobowości. Nie każda z bohaterek jest w stanie całkowicie `rozebrać się` ze swych uczuć pod obstrzałem kamer. Jednak w „Pokoju Refleksji” odkrywają rozmaite poziomy wrażliwości. Całomiesięczny pobyt w towarzystwie innych kobiet `po przejściach` wiele zmienia w życiu każdej z nich. Nawiązują się przyjaźnie. Jesteśmy świadkami więzi rodzącej się pomiędzy dwoma zupełnie różnymi kobiecymi charakterami. Wbrew pozorom - uzupełniającymi się na tyle, by później móc darzyć się ogromnym szacunkiem i uczyć od siebie nawzajem.

W książce brakuje bohaterów płci męskiej. Jeśli już, to są to postacie drugoplanowe, np. kamerzysta czy kurier, jak również wspominani przelotnie byli partnerzy uczestniczek reality show. Pomimo tego, to właśnie mężczyźni są ukrytym podmiotem działań bohaterek. W miarę upływu czasu, samotne matki coraz mocniej uświadamiają sobie, jak bardzo pragną miłości i potrzebują partnerów, z którymi mogłyby dzielić życie i wychowywać córki. Bo życie nawet najdzielniejszej samotnej kobiety wychowującej dzieci, wcale nie jest tylko powodem do dumy i pasmem zwycięstw w walce o byt.

"Era Kobiet" to książka nie tylko o programie reality. To także powieść o kobietach, które przez przeciwności losu zostały zmuszone, by walczyć o siebie i o szczęście swoich dzieci.

Zakończenie jest zaskakujące. Ostatnie strony przeczytałam szklącymi się od łez oczami. Nie sposób pozostać obojętnym wobec tej opowieści. To my, kobiety nadajemy głębszego sensu życiu. Mężczyźni często zarzucają nam doszukiwanie się drugiego dna. Ale czyż nie jest to powód, dla którego warto nas kochać jeszcze bardziej? Nie widzimy świata tylko w kolorze białym lub czarnym. Nadajemy zdarzeniom głębszego znaczenia, dostrzegamy ich różnobarwne sensy, przyprawiamy smakiem, cieszymy się drobnostkami. Są sytuacje, w których nikt inny nie zrozumie tak dobrze kobiety, jak tylko druga kobieta. Jednak bardzo potrzebujemy męskiego ramienia, na którym możemy się wesprzeć. Życiowego partnera, o którego możemy się troszczyć, przed którym możemy emanować swoją kobiecością, dla którego chcemy stawać się lepsze i piękniejsze. To czego pragniemy najbardziej - to miłość. Zasługuje na nią każda z nas, bez względu na to jak bardzo potrafi być `niepojęta`.

                                                    Joanna Markowska


Tytuł: Era Kobiet
Autor: Marika Krajniewska, Marzena Lickiewicz
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Oprawa: miękka
Liczba stron: 212
ISBN: 9788362222056
Wydanie: 1
Data wydania: 2010


nota o autorkach: 
Marzena Lickiewicz - urodzona w Warszawie, z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania dekoratorka wnętrz. W wolnych chwilach namiętnie pisze i czyta. Wierzy w siłę pozytywnego myślenia i jest niepoprawną optymistką. Mama dwóch pięknych dziewczynek Oli i Emi.
Marika Krajniewska - urodzona w Petersburgu, tłumaczka, dziennikarka, pisarka. Autorka powieści "Papierowy motyl", "Zapach malin". Pisanie to jej pasja, której poświęca każdą wolną chwilę. Laureatka konkursów literackich. Mama uroczej Mai.

recenzja na Fatamorganie