niedziela, 6 marca 2011

"Sen Zielonych Powiek" Edyta Szałek


„Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych”


Bohaterka powieści „Sen zielonych powiek” Edyty Szałek, starała się zrobić wszystko, by żyć według tej myśli. Greta, po opuszczeniu szpitala wybrała samotne życie z daleka od przeszłości. Wsiadając do pociągu najbardziej pragnęła zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Jednocześnie chciała zacząć wszystko od nowa, nie wiążąc uczuć z czymkolwiek. Żeby tego dokonać, potrzebowała znieczulenia. Zamknęła się w skorupie, nie pozwalając otoczeniu na bliższy kontakt. Atrakcyjna, interesująca kobieta mogła zdobyć każdego mężczyznę. Przelotne romanse były dla niej jedyną formą bliskości, która nie rani. Seks bez zaangażowania uczuciowego, nic więcej. Granica, którą oddzieliła siebie od ludzi, miała chronić nie tyle ją, co innych.
Przełamując stereotyp doskonałej pani domu, stała się kobietą nowoczesną. Singielką, która robi to co chce i kiedy chce, bez tłumaczenia komukolwiek motywów swych zachowań. Robiła to wszystko doznając cierpienia i bólu, który pozostaje, gdy los zabiera nam to, co jest sensem i treścią naszego istnienia. Styl życia, który wybrała byłby łatwiejszy do zrealizowania, gdyby nie uczucia. Nie szukała, wręcz unikała miłości, lecz... pewnego dnia pojawił się mężczyzna posiadający sposób na otworzenie skorupy, w której zamknęła się Greta.

Można wyczarować szczęśliwe zakończenia smutnych zdarzeń, można sprawić, by żadna istota nie była samotna i mogła pochować swoje dziecko, nawet jeśli jest ptakiem?

Greta uciekała od rzeczywistości w świat filmowych fantazji. Porównywała sytuacje życiowe do filmowych scen, a ludzi i ich zachowania - do aktorów odgrywających przypisane im role. Przecież wszystko można wyreżyserować. Nic nie musi być prawdą, a życie może być takie, jakim je sobie wykreujemy. Wspominając sceny z filmów: „Sztuczna inteligencja” i „Szósty zmysł”, umacniała siebie i otaczających ją ludzi w przekonaniu, że w jej życiu chodzi o coś bardziej wzniosłego. A zwykły rozkład dnia kryje w sobie zalążek niebanalnej historii. Niby ukradkiem i przez przypadek, w najmniej oczekiwanych momentach, pojawia się postać chłopca. Bez wątpienia między nim a Gretą jest jakaś niesprecyzowana więź. Jako czytelniczka, odbierałam te fantazje Grety jako swego rodzaju dążenie podświadomości ku przyswojeniu prawdy o jego istnieniu. Postać dziecka staje się coraz bardziej wyraźna, a częstotliwość snów bohaterki na jego temat wzrasta. Powoduje to, iż w końcu kobieta zaczyna szukać w sobie odpowiedzi na pytanie o przyczynę wewnętrznego cierpienia. Wątpliwości nie pozostają bez echa. W ich rozwianiu pomaga Joachim. Jest jak Anioł Stróż, lecz niesie bolesną, trudną do przyswojenia, ale jedyną prawdę, która może dać wolność.
Greta prowadzi wewnętrzną walkę, zastanawia się co powinna uczynić. W głowie słyszy dwa głosy. Jeden z nich, należy do zmęczonej kobiety, która nie ma już siły odgrywać wyreżyserowanych ról. W końcu ponownie chciałaby zasmakować miłości. Drugi głos upiera się, że to właśnie ona jest winna całemu nieszczęściu. Złe zdarzenia to nie bezpańskie psy, każde ma swojego pana, Ty jesteś panią jednego z nich... Ten drugi głos namawia do ucieczki od realiów, sugeruje, że nie warto próbować zmieniać czegokolwiek. Lecz to już nie jest sen o zielonym krokodylu i Greta zdaje sobie z tego sprawę.

W recenzjach „Snu zielonych powiek” czytamy, że jest to oniryczna powieść psychologiczna. Z całą pewnością to prawda. Już na początku książki natrafiamy na nazwę amitryptyliny - leku przeciwdepresyjnego, wywierającego działanie uspokajające i przeciwlękowe, który zażywa bohaterka. Dzięki tej wiedzy podczas czytania jesteśmy świadomi problemów zdrowotnych Grety. Odkrywanie kolejnych kart książki jest szukaniem odpowiedzi na nurtujące pytanie- co się faktycznie wydarzyło? Prawdy dowiadujemy się dopiero w chwili, gdy jednocześnie uświadamia ją sobie chora. Uspokojona i pozbawiona lęków, za sprawą leków zapominała o tym, co było przyczyną jej ciągłej ucieczki.

Brawa dla autorki należą się za brawurową konstrukcję fabuły. Edyta Szałek, jak sama twierdzi prócz oczywistej chęci przekazania myśli chce pisać książki ciekawe, ciekawe dla tych ludzi, których charakteryzuje pewna wrażliwość. Moim zdaniem bez wątpienia jej się to udaje, a książki, które publikuje są najlepszym tego dowodem. Czytając je, poznajemy talent i mądrość pisarki.

Sen zielonych powiek nie mógł trwać wiecznie. Skończył się wraz z książką, która o nim opowiada. Lecz czy powrót do rzeczywistości zawsze musi być straszny i zwiastować najgorsze? Może dzieci ptaków również mają sny? 

tytuł: Sen Zielonych Powiek
autor: Edyta Szałek
wydawca: Replika
data wydania: 2007
nr wydania: I
ISBN: 978-83-60383-31-5
liczba stron: 235
kategoria: literatura piękna

notka o autorce:

Edyta Szałek (ur. 1974). Socjolożka, pisarka, fotografka. W 2005 r. wygrała konkurs na Dziennik Literacki „Dzień po dniu” zorganizowany przez magazyn „Zwierciadło”. Przez kolejne dwa lata pisała do tego miesięcznika felietony „Miasteczko blisko morza”. Debiutancką książką Szałek jest „Sen zielonych powiek” z 2006 r. (Replika). Kolejna książka to zbiór opowiadań „Kamieniczka” (Amea) z 2009 r.
Na początku 2008 r. Edyta Szałek wyjechała do Norwegii. Początkowo, z uwagi na doświadczenie zdobyte w Polsce, pracowała jako dyrektor handlowy w jednej z norweskich firm. Potem postanowiła poświęcić się całkowicie trzem pasjom: socjologii, pisarstwu i fotografii. Pierwszą z nich realizuje pracując w bergeńskim Centrum Kryzysowym dla kobiet, w którym pomaga traumatycznie doświadczonym dzieciom pochodzącym z krajów całego świata. Miłość do kina i czarno-białej fotografii znalazła odzwierciedlenie w firmie Sokrates´Workshop, którą założyła rok temu ze swym życiowym partnerem. A pisanie? Na to jest czas zawsze i wszędzie – mówi Edyta. – Najczęściej jednak o świcie, kiedy norweskie fiordy przeciągają się jak koty, sroki przeszukują śmietniki, a stary zegar wybija za wczesną godzinę.

1 komentarz:

Maya pisze...

Kocham takie książki. Na pewno przeczytam :).