Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza poetycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza poetycka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

"Trzecia piętnaście i inne opowiadania" Piotr Prokopiak

„Trzecia piętnaście i inne opowiadania” Piotra Prokopiaka to zbiór napisany pod wpływem wielu emocji. Tylko człowiek o dużej empatii i niesamowitej wyobraźni mógł stworzyć przepełnioną tyloma doznaniami prozę poetycką. Mieszanka niebanalnej umiejętności odbierania impulsów otaczającego świata połączona z magią sprawiła, że granica między rzeczywistością a fikcją zaciera się w niezauważalny sposób. Opowiadania często zaskakują zjawiskami nadprzyrodzonymi. Zmuszają do refleksji nad sobą samym i otaczającym nas światem. Aktywują w czytelniku wspomnienia, marzenia jak również strach, głównie przed nieznanym. Wskrzeszają fantomy przeszłości otwierające oczy na wiele prawd, które nie powinny pozostać przemilczane. Bez ograniczeń świat stał się ciasny, uwierający jak obcisła gumka w majtkach. Po prostu w tym wszechogarniającym przesycie czuje się jakąś pustkę. To budzi frustrację, niczym niezaspokojony popęd ku szukaniu barier, tylko po to, aby móc ja złamać.
Człowiek jest spragniony drugiej osoby. Tak powstają klany, społeczności, narody - kropla do kropli. Muszą pełzać, ocierać się, by w końcu zlać się w jedno dżdżyste ciało. Wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś większego planu niestety wciąż prowadzimy nieustanną walkę między życiem a śmiercią. Zaprzeczamy sami sobie, biadolimy, wmawiamy sobie bezsens żywota. Zamiast korzystać z radości życia wpędzamy się w stan wegetacji. Z wiekiem stajemy się zgorzkniali i wciąż nam mało. Przecież miało być inaczej! – jesteśmy rozczarowani.
A gdyby tak skurczyć się do postaci embriona - malejący ludzie wróciliby do łon matek pokolenie za pokoleniem. Wszyscy staliby się jednym, wszystko stałoby się kropką. Kula ziemska osiągnęłaby rozmiar orzeszka, by w kulminacyjnym momencie rozpłynąć się w umyśle Boga. Zgasić gwiazdę, by zapalić ją na nowo – stworzyć od nowa lepszy świat.

Czytelnik bardzo łatwo utożsamia się z bohaterami stworzonymi przez Piotra. Odczuwa ich strach, złość, zbulwersowanie. Czuje obecność świadomych bytów, tęskniących za materią, za ciałem. W końcu buntuje się jak nastolatek szukający swojej gwiazdy we wszechświecie. Łapie oddech i czyta dalej już własną prawdę. 


Tytuł:  Trzecia piętnaście i inne opowiadania
Autor: Piotr Prokopiak
Wydawca: Samorządowa Agencja Promocji i Kultury
Okładka miękka
Ilość stron: 80
ISBN: 9788361291190


Notka o Autorze:

Piotr Prokopiak urodził się 13.03.1973r. w Szczecinku.
Publikował w "Autografie", Brulionie Literackim "Ślad", Miesięczniku Literackim "Akant", Kwartalniku artystyczno - naukowym "Znaj", "Poezji dzisiaj", Piśmie społeczno - kulturalnym "Miesięcznik", "Gazecie Kulturalnej", Miesięczniku "Idź pod prąd" oraz w prasie lokalnej. Współpracuje z bydgoskim periodykiem "Pistis" i z "Ziemią Szczecinecką". Swoje wiersze zamieszczał w almanachach poetyckich. Wielokrotnie jego twórczość była prezentowana na antenie Polskiego Radia Koszalin.
Dotychczas wydał cztery tomiki poezji : "Narodzeni z wiatru" (2007r.), "Przedcisze (2008r.),  "Pastwisko losu" (2009r.) oraz Homo Hereticus (2010r.). W 2011r.nakładem wydawnictwa Papierowy Motyl ukazała się jego powieść psychologiczna "Odsypiając przeszłość" i "Wzgórze Wisielców", zaś w 2012 r. tom opowiadań "Trzecia piętnaście i inne opowiadania".
Laureat Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich m.in. im. Leszka Bakuły, im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej, im. Włodzimierza Pietrzaka, „O srebrną łuskę pstrąga”, "O Wawrzyn Sądecczyzny". W XI edycji OKP „Malowania Słowem” otrzymał tytuł „Poety Regionu”. Dwukrotnie dostrzeżony przez jury Chojnickiej Nocy Poetów. Podczas XVI edycji "Malowania Słowem" otrzymał główną nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza.
W 2008 roku został przyjęty w szeregi Stowarzyszenia Autorów Polskich. Od marca 2011r. pełni funkcję prezesa szczecineckiego oddziału. Od 2011 roku członek Związku Literatów Polskich.
Interesuje się judaizmem, teologią ruchów uznanych za heretyckie, biblistyką, filozofią egzystencjalną oraz historią. Sprzeciwia się wszelkim formom dyskryminacji ze względu na narodowość, religię czy też orientację seksualną. Wyznaje unitarianizm.

Na stronie autora można przeczytać kilka opowiadań. Tutaj 

sobota, 28 maja 2011

"Pasja według Einara" Elżbieta Cherezińska


Einar

Choć umierający ojciec prosił mnie, bym nie kołysał łodzią, ja przechyliłem burtę.
Od tego czasu dobro nie mogło pozostać całkowicie dobre, ale i zło w moim życiu nie było zupełnie złe.

Einara poznajemy, gdy w wieku dziewięciu lat zaczyna opowieść o sobie. Ojciec przekazuje mu słowa odczytanej podczas obrzędu przepowiedni o nadejściu Chrystusa. Zaraz po tym umiera a życie małego chłopca schodzi na tor nieuniknionego przeznaczenia.
Po śmierci Tjostara, na polecenie króla, Einar trafia do zakonu benedyktynów w Yorvik pod opiekę opata Udarlyka. Na początku pobytu nie potrafi się zaaklimatyzować. W klasztorze panuje bezwzględna cisza, ale i okropny tłok. Ani przez chwilę nie jest sam, zawsze w czyimś towarzystwie. Chłopakowi trudno jest się skupić. Kiedyś pomagało mu wystawianie głowy na wiatr podczas samotnych wędrówek po rodzinnych ziemiach Vikny. Zdaje sobie sprawę, że tamte czasy minęły bezpowrotnie. Na czas nauki postanawia zamknąć głęboko w sobie pamięć ojca i jego ostatnich słów. Postanawia wyuczyć się do chrztu, a potem zobaczyć co będzie dalej. Wciąż tęskni za ojczyzną. Jego opowieści o teraźniejszości przeplatane są obrazami z dzieciństwa.
Piękną prozą i jednocześnie w niezwykle poetycki sposób opisuje miłe przeżycia. Najczęściej wspomina wyprawy na morze, piękno fiordów i opowieści o pogańskich bogach. W pamięci przywołuje słowa bliskich mu osób, które były dla niego wzorem i studnią wiedzy. Wciąż płynie w nim krew wikinga. Żadne namaszczenie, ani woda święcona tego nie zmieni.

Einar, przebywając w klasztorze, dowiedział się od innych oblatów, że większość z nich została oddana pod opiekę kościoła na niewolniczą służbę, gdyż rodziców nie było stać na ich utrzymanie. Inni zaś byli zapłatą za jakiś dług. Dzieci, które znalazłyby się tam z własnej woli nie było. W takiej sytuacji trudno mówić o powołaniu. Ochrzczony wiking czuł się rozdarty wewnętrznie. Przed ceremonią zarzucał sobie, że nie wszystko dokładnie zrozumiał podczas nauk klasztornych. Przyjęcie komunii jest bowiem tylko zjedzeniem jasnej cząstki chleba, niczym więcej.

Wiele lat trwała droga Einara do kapłaństwa. W międzyczasie pojął, że w klasztorze reguły miłosierdzia są tylko głośne. Jak się lepiej przyjrzeć, w życiu nikt ich nie stosuje. Oblaci są wobec siebie okrutni. Poznał świat spisków i ukrytych praw, które naginają zasady wiary do potrzeb każdego „zadania” zleconego przez króla, opata czy arcybiskupa. Cel był zawsze ten sam - osiągnięcie jak największej władzy. Einar błądził, sam nie wiedział komu służy. Wątpił czy ofiara ojca była słuszna. Zastanawiał się, czy dobrze uczynił zmieniając wiarę. Wtedy to mocno wziął do serca słowa bliskiego mu arcybiskupa, który radził: nie bierz kościoła takim, jaki jest. Stwórz go od nowa, wypełniając zasady czystą treścią. I to właśnie starał się uczynić Einar głosząc Słowo Boże na pogańskich ziemiach wikingów. Jak apostoł, chodził od dworu do dworu rozmawiając z ludźmi. Droga ta wydawała mu się niezwykła. Po raz pierwszy patrzył na taki świat z bliska. Kobiety, dzieci, sprawy domu- nie znał przecież takiego życia. To, które przeżył z ojcem było zupełnie inne.
Potem klasztor, dyscyplina w nim panująca i bractwo. Życie misją, która rzucała nim z miejsca na miejsce. Na ziemiach ojczystej Norwegii ze zdumieniem odkrywał więc domowe życie Panów Północy. Jakby oglądał podszewkę ich płaszcza, na chwilę wchodził w ich skórę.
Wtedy poznał Halderd, która dawała mu siłę, a jednocześnie ją odbierała. Przy niej był prawdziwy jak nigdy, jednocześnie przestając być sobą. Więc tak, więc pożądanie jest najsilniejszą z pasji, męką i jedynym zmartwychwstaniem jakie znam- odkrył Einar.


Elżbieta Cherezińska w trzeciej część „Północnej Drogi” opisuje tę samą co wcześniej historię, lecz z punku widzenia mężczyzny. To, co nadaje powieści jeszcze większej wyjątkowości to fakt, że ów mężczyzna różni się pod wieloma względami od jarlów północy. Nie stosuje przemocy, ani przelewu krwi, brzydzi się gwałtem.
Co do talentu Autorki i wyśmienitego stylu prozatorskiego nie ma wątpliwości. Mówi się o tym przy każdej jej powieści, lecz nie są to pochwały jałowe. „Pasja według Einara” jest, wśród wydanych do tej pory części sagi o wikingach tą, którą przeczytałam najszybciej. Cykl ma to do siebie, że jego poszczególne części można czytać niezależnie, bez zachowania kolejności ukazania się ich na rynku. Znając całość z przyjemnością stwierdzam, że Autorka potrafi opowiedzieć tę samą historię kolejny raz, wciąż zwiększając tempo akcji i wprowadzając zaskoczenie.
W miarę czytania, lektura coraz bardziej wciąga, sprawia, że chce się więcej. Tym bardziej, że od Einara dowiadujemy się rzeczy, o których nie mówiły, a nawet nie miały pojęcia Sigrun ani Halderd. Rzeczy niedopowiedziane w poprzednich tomach „Północnej Drogi” przestają być tematami tabu. Poznajemy uczucia ochrzczonego wikinga, lęki i pasje, które nim kierowały. Śledzimy wpływ biegu wydarzeń na kształtowanie charakteru Einara. Wraz z nim przeżywamy miłość i nienawiść, czujemy smak zemsty. Oglądamy śmierć i chorobę, jak również cud narodzin jego dwóch synów: Ragnara i Vandila. Otrzymujemy informacje, dlaczego ożenił się z Anną i jaka pokuta nim kierowała. Zadziwia nas skromność i pokora tak wiele znaczącej w okresie rozpowszechniania chrześcijaństwa osoby, jaką bez wątpienia był. Uświadamiamy sobie, że tam, gdzie chrzest niósł mocny i bezwzględny władca, tam Kościół stał silny i już nie runął. Nie da się zbudować Kościoła na czystej miłości- Halderd była tego świadoma. Natomiast Einar, wytrwały, silny duchem dopełnił przeznaczenia przyjmując śluby kapłańskie i wybudował kościół na skale.

W książce brakuje jedynie mapy, która zobrazowałaby drogi przebyte przez Einara. Byłby to przydatny drogowskaz dla czytelnika kroczącego po jego śladach. W cierpieniu, na granicy życia i śmierci, z pomocą życzliwych dłoni, wciąż do celu. Przez morza i lądy, tam i z powrotem, z ogromną pasją ku wymarzonemu, a jednocześnie niespodziewanemu kresowi podróży Północnej Drogi.
Einar z Vikny. Ochrzczony wiking. Gończy pies Chrystusa.



Tytuł: Pasja według Einara
Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7506-792-7
Liczba stron: 392



Parę słów od Autorki:

„Mam kłopot z pisaniem o pisaniu. O wiele bardziej fascynujące jest prywatne życie książek, to które zaczyna się poza mną. Wolę więc słuchać, co mówią o nich Czytelnicy. Czasami jestem zaskoczona, ale staram się nie wtrącać i, jednocześnie unikać odpowiedzi na pytania o nieopisane historie. […] Im więcej piszę, tym trudniej mi się rozmawia. Gdy muszę powiedzieć coś o sobie, zasłaniam się książkami. Jestem tylko przecinkiem w napisanym przez siebie zdaniu.” (źródło: http://www.cherezinska.pl/; dostęp dnia: 10.11.2010.).


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

"Odsypiając przeszłość" Piotr Prokopiak


Przypomnij sobie gdzie twój ogród , i wracaj tam zawsze, ilekroć źle się dzieje, zawsze znajdziesz coś, dla czego warto żyć, choćby miało być to tylko wspomnienie, sentymentalizm w najbardziej ckliwej postaci...

Bohaterem powieści „Odsypiając przeszłość” jest człowiek o poetyckiej duszy, heretyk nie potrafiący odnaleźć się we współczesnym świecie. Znający Pismo Święte na pamięć zagubił się w bezsensie własnego powołania. Poczucie lęku wzmaga widok otaczających go ludzi, pędzących na łeb, na szyję ku zdobyciu dóbr materialnych. Niemożność pogodzenia się z cywilizacyjnym oderwaniem od natury, czyni z niego człowieka zamulonego. Pewnego dnia postanawia zakończyć swe cierpienie. Osobiście i na własne życzenie zgłasza się do „Soterionu”. Jako pacjent doświadcza tam przedziwnych sytuacji. Miewa wizje, które sprawiają, iż nie potrafi odróżnić snu od jawy. Słyszy ludzkie głosy, widzi postacie zmarłych, którzy byli mu bliscy. Zatraca się we wspomnieniach najlepszych z życia chwil, nie potrafiąc pogodzić się z teraźniejszością. Ośrodek, w którym się znalazł, tylko z pozoru jest zwykłym zakładem opieki zdrowotnej. Pod jego nazwą kryje się tajemnica, którą poznajemy podczas wnikliwego czytania.
Dzięki zapiskom prowadzonym przez Zamulonego mamy okazję do głębszej analizy tego, co dzieje się za progiem starego poniemieckiego budynku. Poznajemy resztę mieszkańców przebywających tam w celu odmulenia. Oto Gdaś, wiecznie nienajedzony, kochający życie i swojego Kalaputa. Janusz o smutnym spojrzeniu, zatopiony w gazetach i sobie...Przeżywająca schizofreniczną miłość Aga. Wytapirowana jak gejsza Pudernica. Wróblowaty Arek. Znający się na wszystkim Mirek. Mesjańsko cierpiący Alimenciarz. Piękna Helena... Jak również dwie barwne postacie o imionach: Moher i Towarzysz. Tak naprawdę w tych postaciach odnajdujemy samych siebie. Nasze poglądy religijne i polityczne, jak również problemy egzystencjalne obecnych czasów i tych z epoki PRL'u.

W polskiej literaturze nieczęsto mamy możliwość zetknięcia się z tak bezpośrednim przedstawieniem spraw wywołujących wiele kontrowersji w społeczeństwie. Czasem zazdroszczę sytym, mającym głowy zapchane papką z banału, którym wszystko jedno w dobrodusznej niewiedzy. Piotr Prokopiak podjął się nieprostego zadania poruszając sprawy ustroju politycznego Polski, w której kapitalizm i komunizm po dziś dzień są powodem zagorzałych dyskusji. Do tego dochodzi stanowisko Kościoła i jego odwieczna chęć wywierania wpływu. Dobro i zło współdziałają ku rozwojowi człowieka. W powieści obserwujemy jak Towarzysz uderzony w twarz przez Mohera nastawia drugi policzek. Słyszymy narzekania, że Era Kaczorów nie stwarza możliwości sensownego wyboru lepszej rzeczywistości. Nijakość i zakłamanie bywają gorsze niż surowy reżim. Demokracja, która powinna być wolnością, jest ułudą, w której trudno żyć. Kłamstwo stało się kapitałem społeczeństw. Hasło „telewizja kłamie” jest bardziej na czasie, niż kiedykolwiek. To kilka ważniejszych tematów, które porusza autor zestawiając ze sobą bohaterów o skrajnie różnych poglądach. Prowadzi tę dysputę w sposób bezpieczny. Nie opowiadając się po żadnej ze stron daje do zrozumienia, że życie weryfikuje nie tylko poglądy, ale także postawę serca, dla którego najbardziej dotkliwym doświadczeniem jest lekcja pokory.

wtorek, 29 marca 2011

"Saga Sigrun" Elżbieta Cherezińska

„Północna Droga-
jest zawsze tam gdzie mgła
gdy płyniesz na intuicję,
na cel.
jest lękiem i wyzwaniem
walką o siebie. o marzenia.
nawet jeśli płyniesz pod prąd.”
(z dedykacji od autorki) 



 
Po lekturze „Ja jestem Haldred” nie miałam wątpliwości, że muszę przeczytać sagę o Wikingach od początku. Zafascynowana staroskandynawską epiką, pragnęłam poznać szerzej ich świat. Kiedy otrzymałam wyczekiwany z niecierpliwością pierwszy tom „Północnej Drogi”- „Sagę Sigrun”, ucieszyłam się niezmiernie.

Porównując obie części Sagi nie sposób nie zauważyć, że ich bohaterki spotkały bardzo odmienne losy. Kiedy u jednej dominuje smutek i obrzydzenie do poświęceń, druga doświadcza przesytu dobroci i szczęścia rodzinnego. Myślę, że autorka celowo połączyła przyjaźnią i wzajemną zależnością tak kontrastowe postacie.   



Sigrun, w przeciwieństwie do Haldred, miała szczęście w miłości. Ojciec wybrał jej na męża wielkiego jarla Regina, w którym zakochała się z wzajemnością od pierwszego wejrzenia. Tych dwoje połączyła jedność dusz i zrozumienie. Czytali w swoich duszach, jak w otwartej księdze. Delektowanie się tak niebywałą miłością często zakłócał czas wojen, chorób i śmierci. Nagrodą za cierpliwość i oddanie było poczucie bezpieczeństwa w ramionach bliskiej osoby.
Żona Regina sprawdziła się nie tylko jako oddana nałożnica, ale również wzorowa matka i gospodyni. Oprócz dwójki własnych dzieci wychowała także potomków Haldred i syna Einara. Po problemach z zajściem w ciążę, darzyła je wszystkie czułością i troską. Spełniając swe matczyne powołanie, sprawowała opiekę nad powierzonymi Reginowi kandydatami na wojowników.

Bohaterami „Północnej Drogi” są postacie fikcyjne, umieszczone w realiach starożytnej Skandynawii w latach 945- 1000. Historyczne tło powieści zyskuje głębszy wymiar dzięki ciekawej formie przedstawienia odległych czasów. Poznajemy kulturę wikingów, sposoby walki o władzę, jak również obawy i nieufność w stosunku do chrześcijaństwa. Mimo wszystko pojawienie się nowej religii nie zakłóca jasności ich umysłów. Bohaterowie Sagi nie ulegają zabiegom nawracania, lecz jednocześnie nie wyrzekają się tych, którzy zamienili tak dobrze im znanych bogów na jednego, obcego. Dzieje się tak dlatego, ponieważ są otwarci i tolerancyjni. Cechuje ich nie tylko odwaga, ale i mądrość. Elżbieta Cherezińska stworzyła opowieść o wyjątkowo mocnych przyjaźniach. O lojalności, która jest dowodem na to, że nie trzeba być bratem krwi, by stać się rodziną i ramię w ramię bronić bliskich.

Na kartach „Północnej Drogi” czuć niezwykły klimat Skandynawii. Dajemy się zahipnotyzować baśniowej atmosferze run i zaklęć, będących częścią realnego życia sprzed wieków.
Subtelnie poprowadzona narracja sprawia, że sceny erotyczne nie są wulgarne. Nacechowane rytmiką, której daleko do rutyny, zaciekawiają swą odmiennością. Przedstawienie miłości przez ucieleśnienie nie ujmuje jej magii.
Odbywamy podróż pełną niebezpiecznych przygód, jak i powrotów świętowanych najlepszym miodem.

Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części - Sagi Einara. Jestem ciekawa, w jaki sposób bohater opowie nam o swoich przeżyciach tych trudnych dla niego lat.
„Północną Drogę” polecam również mężczyznom, którzy dzięki tej lekturze mają szansę uchylić rąbka kobiecej psychiki i fantazji. Poznać myśli płci pięknej i dostrzec w nich zaciekawienie męskim sposobem postrzegania rzeczywistości.


Tytuł: Saga Sigrun
Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2009
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-7506-351-6
Ilość stron: 408



notka o autorce:

 
Elżbieta Cherezińska - autorka książki „Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum”, traktującej o historii getta łódzkiego, „Sagi Sigrun” i „Ja jestem Halderd”, wchodzących w skład cyklu "Północna Droga", oraz „Gry w kości”. 









 Już wkrótce kolejna część Północnej Drogi-   
 


piątek, 11 marca 2011

"Kamieniczka" Edyta Szałek

„Kamieniczka” to niepozorna książeczka, której szata graficzna zaciekawia od pierwszego spojrzenia. Jak okruchy chleba rozsypanego ptakom, wydziobujemy słowa ze stron sukcesywnie połykając treść. We wnętrzu książki odnajdujemy ścieżki prowadzące w różne strony świata. Przewidywalne splata się z nieoczekiwanym, by dać pole do działania naszej wyobraźni. Czytelnik może poczuć się artystą i z codziennych spraw stworzyć obraz, stosując paletę pełną barwnych marzeń.

Autorka posługując się prozą poetycką, stworzyła album przedstawiający chwile uchwycone uważnym spojrzeniem obserwatora. W tym wypadku za obiektywem stała Edyta Szałek. Migawką oka uchwyciła obrazy rzeczywistości, z których powstał album wart wspomnień. Spacerując ulicami sennego miasteczka, odkryła skromne, lecz warte uwagi zakątki ludzkiego jestestwa. Kelnerka, recepcjonista czy bizneswomen, Polacy czy obcokrajowcy- zwyczajni ludzie, tacy jak my. A każdy z nich wyjątkowy na swój sposób. 

Bohaterowie chwili grzebią wspomnienia, lub próbują wskrzesić niektóre z nich. Łączy ich samotność, obawy i tęsknoty, nad którymi starają się zapanować. Stoją na życiowym rozdrożu i szukają spokojnej przystani, w której mogliby odpocząć. W ciszy i spokoju, połączeni serdecznością, pełni doświadczeń - tworzą dalszą historię.


Edyta Szałek dedykując swą powieść mamie dała świadectwo wdzięczności za poświęcenie i wychowanie- za książki, najlepsze na świecie ciasteczka ze skwarków pieczone w dobie kryzysu, za ustępowanie miejsca, gdy wszyscy pchali się do pociągu życia, i za szuranie Twoich kapci po północy, kiedy układałaś krochmalone serwetki i pastowałaś podłogę.
Przebywając na obczyźnie, trudniej uciec od tęsknot i wspomnień. Autorka stopniując emocje, wskrzesiła nadzieję. Obrazowo przedstawiła, że warto być tam, gdzie czujemy się na swoim miejscu. Gdzie żyje nam się lepiej, bo dom jest tu, gdzie my jesteśmy. Nawet jeśli to ciasna izba sypiącej się kamieniczki. Przecież powrót nie musi być porażką czy okazaniem słabości. Wręcz przeciwnie, może stać się jedynym sposobem na przywrócenie wewnętrznego spokoju.

środa, 8 grudnia 2010

"Zazdrośni" Sandor Marai


Dzieło według zazdrosnych
Dorastasz, buntujesz się i chcesz w pełni o sobie decydować. Wyjeżdżasz, by rozpocząć nowe życie. Osiadasz w innym kraju, podejmujesz prace, ale tak naprawdę wciąż uciekasz. Oddalasz się od rodziny, od swej artystycznej natury, dzięki której każde twe zachowanie znajduje usprawiedliwienie. Odgrywasz swoje role jak najlepiej potrafisz. Wpadasz w rytm codziennej rutyny, zapominając jakie piękno kryje każda z pór roku. Zakochujesz się i czujesz zapach perfum ulatniający się przez korek i nic z tym nie robisz. Jesteś scalony z materią, która w każdej chwili może rozproszyć się w odczuciu ekstazy, by po chwili znów zlać w jedność. Już nie możesz uciec. Gdybyś nawet przemierzył świat od gór po morze, tylko to jedno miejsce jest ośrodkiem wszystkiego. Pewnego dnia otrzymujesz list z wiadomością o zbliżającej się śmierci ojca. Nadarza się okazja, aby powrócić. Żaden inny powód nie byłby usprawiedliwiony tak jak ten. Lecz ogarnia cię lęk. Czujesz mocniej i pragniesz to wyrażać. Dojrzewasz dochodząc do wniosku, że już się nie boisz.
Miłość i śmierć: o nich myślisz najczęściej. Ale jest coś więcej. Coś, bez czego nie byłbyś w stanie znieść przykrości i cierpień jakimi dotyka cię życie. To dobroć. Dobroć którą nosisz w sobie, jako rzecz niezbędną. To ona, jak kompas, kieruje cię w boczne uliczki, przy których pozostawiasz swój włos, odcisk palca, czy po prostu zwykłe słowo. Tak zwykłe, że zapada w pamięci ludzi, których nim obdarzyłeś, do tego stopnia, iż nie chcą byś odszedł. Lecz to tylko cząstka, namiastka tego co możesz z siebie wydobyć gdziekolwiek się znajdziesz.
Tam jest inaczej. Powracasz i czujesz się niczym wygnaniec, który odnalazł ojczyznę. Stajesz się drzewem, do którego nikt nie ma pretensji, iż nie może w odpowiednim czasie obudzić się ze snu zimowego i zakwitnąć. Nawet jeśli się boisz w tym miejscu, jest to strach bezpieczny. Możesz znów spać na starym łóżku. Tu każdy bezsens ma swoje wytłumaczenie. Nawet kraty w oknie dziecinnego pokoju przepełnionego zapachem trutki. W tej przestrzeni jest tyle niepewności i nieodgadnionych myśli. Lecz starasz się ścierpieć ból bezradności ucząc się czekać pomaleńku. Akceptując niepojętość własnych nawyków już nie próbujesz ich zmieniać. Tu nie musisz, one po prostu zostają przemilczane, gdyż nie wypada ich zauważać. Nawet jeśli czasem bolą sny, przyjmujesz ich namacalność w realiach. Obserwujesz jak drukarnia nut- muzealny warsztat staje się ulotnym dziełem zgęstniałej materii. Lecz przecież zawiał wiatr z północy. Czas dokończyć dzieło, a przynajmniej zakończyć jeden z jego rozdziałów. Nie potrzeba dowodu na jego istnienie, wszyscy w nie wierzą. Życiorys jest naszym dziełem, a my artystami, którzy go tworzą. Ale czy przetrwa przez następne pokolenia? „Wspomnienie jaki był ojciec traciło barwy, a jednocześnie w mieszkaniu powoli umierała pamięć wydarzeń i epok.”
To jedna z refleksji, które towarzyszą mi po przeczytaniu „Zazdrosnych”. Zrozumiecie ją, gdy przeczytacie tę książkę. Odkryjcie własny punkt widzenia. Poczujecie jak można znaleźć się pomiędzy namacalną materią a własnym wyobrażeniem prawdy. Wciągną was warstwy czasowe, które nakładając się na siebie, są jednocześnie niezależne. Ta mała proza to bez wątpienia książka psychologiczna napisana z niezwykłą świadomością autora.
Sandor Marai pisząc językiem pięknej prozy poetyckiej pozostawił między wersami miejsca na wnioski własne czytelnika. Ograniczył dialogi stawiając na obszerne opisy. Niezwykła aura, którą stworzył pobudza wyobraźnię czytelnika. Przechodząc do kolejnych rozdziałów zauważamy, że relacje między członkami rodziny Garrenów owiane są tajemnicą. Każda z postaci wyróżnia się niebanalną osobowością, wręcz abstrakcyjną, chwilami tracącą cechy ludzkie. „Zazdrosnych” przepełniają niedomówienia, lecz wszystko co znajdziecie na kartach tej książki, udowodni w końcu swoje głębsze znaczenie.
Uniwersalność powieści sprawia, iż każdy znajdzie w niej coś, co scali go z jej treścią. Rodzina, miłość i śmierć to główne wątki „Zazdrosnych”. Tytułowa zazdrość nie jest nam podana na tacy i objaśniona. Jej obecność odkrywamy w trakcie czytania, domyślamy się jej na własną rękę. I w tym tkwi całe sedno jej zrozumienia. 
                                                                                    Joanna Markowska
 
Nota o autorze:
Sándor Márai często określany jest mianem jednego z najwybitniejszych pisarzy węgierskich. Urodził się 11 kwietnia 1900 roku w Koszycach. Był niezwykle uzdolnionym uczniem. Już w szkole średniej biegle władał językiem niemieckim i francuskim. Ukończywszy ją wyjechał do stolicy, a w 1919 roku do Niemiec, gdzie zaczął studiować dziennikarstwo. Przesyłał także felietony i opowiadania do gazet węgierskich. Tłumaczył dzieła Kafki na węgierski. Márai był autorem 46 książek, przeważnie powieści, lecz także poezji, esejów, felietonów i sztuk.
Z natury melancholijny i depresyjny, całkowicie załamał się po śmierci ukochanej żony, o której pisał w jednym z listów: "była moją matką, córką, przyjacielem, kochanką, dzieckiem"(ich związek określano jako wielką miłość, przeżyli razem 63 lata). Niebawem zmarł nagle jego adoptowany syn. Sandor nie mógł się pogodzić ze śmiercią dwóch bliskich mu osób, 22 lutego 1989r. popełnił samobójstwo.

Tytuł: Zazdrośni
Autor: Sandor Marai
Wydawca: Czytelnik
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 252
Oprawa: miękka
Wymiar: 130x200 mm
ISBN: 978-83-07-03235-1

"Ja jestem Halderd" Elżbieta Cherezińska


Podczas pierwszego zetknięcia z książką moją szczególną uwagę przykuła okładka. Kamienny posąg kobiety okrytej futrem i wysuwający się spod niego krzyż. Z zaciekawieniem zagłębiałam się w tekst. W pewnym momencie wszystko stało się jasne. Wystarczyło ponowne spojrzenie na okładkę, bym zrozumiała przedstawioną symbolikę. Wiedziałam już, że nie przeczytam historii o rozczulaniu się nad sobą i słabościach.

Halderd, zimna i wyrachowana, znana z nieustępliwości i ciętego języka. Dążąca do zaspokojenia wszystkich swoich pragnień i żądzy. Pani Ynge, dowodząca ludźmi prowadząc ich ku zwycięstwu. Mądra, przewidująca, wspaniała przywódczyni.
Halderd- skała, wiedźma, kameleon. Jej pragnienia? Dwa najważniejsze: mąż na wojnie, a ona sama w domu, i drugie- wychodzić do lasu, do skał, nad rzekę. Nie potrafi żyć za zamkniętą bramą. Doskonale rozumie czym jest dla mężczyzn przestrzeń, która się nie kończy. Rozbudzone tęsknoty kołysze w dźwiękach liry, z pasją biegając palcami po strunach. Śpiewa pieśni szumiące morzem, trzepoczące żaglem, sokołem wzlatujące ponad góry.

Już od dzieciństwa los jej nie oszczędzał. Śmierć wpływowego człowieka z rąk jej brata, utrata całego majątku i przeprowadzka do obskurnej, śmierdzącej chaty, tragiczna śmierć braci bliźniaków... Szansa na odwrócenie losu pojawia się wraz z propozycją Hrafna. Wuj proponuje jej ślub z jednym z Panów Północy. Dziewczyna godzi się wyjść za jarla Helgiego. Niestety nie jest w stanie pokochać męża pijaka. Wręcz brzydzi się nim, a miłość fizyczną traktuje jako przykry obowiązek. Nawet w dzieciach dostrzega przede wszystkim cząstkę Helgiego i nie jest w stanie od razu wzbudzić w sobie matczynej miłości. Potrafi jednak zacisnąć zęby, by dać mężowi to, czego on żąda. Rodzi kolejnych synów za co zostaje obdarowana klejnotami i srebrem. Za urodzenie bliźniaków dostaje nawet futro z tumaków, ciemnobrunatne, miękkie.

Niepogodzona z losem, pełna niepokoju oczekuje czasu, w którym zrozumie to, czego ogarnąć jeszcze nie zdołała. Wraz z nadejściem głębokich uczuć pojawia się w jej życiu Chrystus. Chrześcijaństwo sprawia, iż krzyż niesiony na plecach jest lżejszy. Halderd oddaje się nieznanemu dotąd odczuciu prawdziwej miłości. Erotyka wypełnia znaczną płaszczyznę powieści. Seks przedstawiony został w sposób zmysłowy i nie wulgarny.

"Ja jestem Halderd" Elżbiety Cherezińskiej to druga cześć serii "Północna droga". Opowieść przybliża historię starożytnej Skandynawii w latach 945- 1000. Przenosi nas w odległe czasy wikingów. Autorka wprowadzając fikcyjnych bohaterów do realnego świata sugeruje jak mogły go postrzegać żony wojowników. Poznajemy zmiany kulturowe, walkę o władzę, oraz moment wyparcia religii pogańskiej przez chrześcijaństwo. Cherezińska koncentruje się również na przekazaniu nam powodów i argumentów, dla których ludzie wyrzekli się starej wiary na rzecz nowej.


Powieść cechuje płynna narracja i dbałość o szczegóły. Wciągająca fabuła sprawia, że nawet gdy przestajemy czytać, nadal myślami krążymy po odległej północnej krainie. Szukając chowających się pod ziemią skał, odnajdujemy po chwili kolejne wyboje i odnogi. Od małych kamieni, przez rozległe ziemie jarlów przechodzimy do wysokich i stromych gór. Z tą książką nie sposób się nudzić. Każda strona przynosi ekscytujące opisy, upaja jak miód wikingów pozostawiając niedosyt. "Ja jestem Halderd" zachęciła mnie do sięgnięcia po pierwszą część cyklu- "Sagę Sigrun". Uwiodła mnie tak, że z niecierpliwością czekam na ukazanie się kolejnej pt. "Saga Einara". Cherezińska jest autorką która dowiodła, że Polki potrafią pisać wyśmienitą prozę. Nawet najlepsza recenzja nie odzwierciedli zalet i walorów tej książki, ani nie ogarnie wszystkich jej wątków. Jedynym sposobem, by się do tego przekonać, jest sięgnięcie po „Ja jestem Halderd” i przeczytanie jej. Do czego szczerze zachęcam.


Tytuł: Ja jestem Halderd
Podtytuł: Północna Droga
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 484
ISDN: 978-83-7506-465-0


notka o autorce:
Elżbieta Cherezińska (ur. w 1972 roku), teatrolog. Mieszka w Kołobrzegu. W 2005 roku napisała wspólnie z Szewachem Weissem jego literacką biografię "Z jednej strony, z drugiej strony". W 2008 roku nakładem Zysk i S-ka Wydawnictwa ukazała się książka "Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum"- historia łódzkiego getta opowiadana od kulis. Studentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Pierwszy tom "Północnej Drogi" -"Sagę Sigrun" -opublikowała w 2009 r., zyskując nowe rzesze czytelników i uznanie w oczach krytyki.