poniedziałek, 31 stycznia 2011

Marika Krajniewska- kobiecość i pasja


Z Mariką Krajniewską rozmawia Joanna Markowska.

Jesteś właścicielką Wydawnictwa Papierowy Motyl, redaktor naczelną, dziennikarką, tłumaczką, instruktorką fitness... matką i panią domu. Kiedy znajdujesz czas na pisanie książek?

Znalazłoby się jeszcze kilka fuch, ale tak na poważnie, obecnie zajmuję się głównie kierowaniem pracami wydawniczymi oraz prowadzeniem portalu http://www.oniona.info, w którym jestem redaktorem naczelnym. Po pracy wypełniam obowiązki domowe i sprawy drobniejsze, których czasem jest dużo. A pisanie? Pisanie jest wieczorami, kiedy nie mogąc się pogodzić z kończącym się dniem, wyrywam resztkami sił parę godzin na moje "drugie życie". Oczywiście często trzeba wybierać i mieć poukładane odpowiednio priorytety, a to jest naprawdę sztuka.



Co robisz, gdy wena dopada Cię podczas wykonywania jednego z ważnych zadań?

Moja wena współpracuje że mną dobrze. Kiedy nadchodzi, a ja nie mam możliwości by rzucić wszystko i pisać, rozsiada się w mojej głowie i czeka tyle, ile trzeba. Fakt, myśli wtedy zajęte są tylko i wyłącznie tym, co mi ta wena podpowiada i czuję wielką chęć pisania w takich chwilach. Ale ona nie ucieka, cierpliwie czeka, aż znajdę się przy laptopie.


Czyli nie mamy co liczyć na rękodzieła pisane piórem? 

Piórem jak najbardziej, w tym roku dostałam takowe od Mikołaja pod choinkę, chyba byłam grzeczna w zeszłym roku. Jednak raczej nie przerzucę się na pisanie nim, ale jest idealne do podpisywania książek. 


Lubisz rozdawać autografy i dedykacje?

Nie lubię pisać dedykacji .Wszystko, o czym chcę powiedzieć czytelnikom, zawarte jest w książce, którą mam podpisać. 


Wspierasz debiutujących pisarzy. Niektórym z nich brak wiary w siebie i w to, że mogą stworzyć dzieło. Co byś poradziła początkującym?

Też byłam początkująca, zresztą ciągle się uczę, ciągle rozwijam, bo rozwój jest bardzo ważny we wszystkim co robimy. Uwierzyłam w siebie dopiero po wygranej w konkursie magazynu "Pani". Debiutantom nie jest łatwo na polskim rynku wydawniczym. Doskonale wiemy, że mając pieniądze można wypromować wszystko co się da, nawet to, co się nie nadaje do czytania. Taka jest prawda. A dobra książka sama się oczywiście obroni, ale tylko pod warunkiem, że dotrze do niej czytelnik, co przy różnych praktykach księgarzy nie zawsze jest to takie oczywiste. Moja rada jako wydawcy: pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Pokazywać swoje dzieła, nie bać się krytyki. Odrzucać krytykę, która nic nie wnosi, nie załamywać się negatywnymi komentarzami, ale szanować krytykę mądrą i dalej pisać. Bardzo dobrym rozwiązaniem, naprawdę dającym możliwość rozwinięcia skrzydeł są warsztaty kreatywnego pisania, zwłaszcza dla osób początkujących. Mogę polecić z czystym sumieniem dwa: w Instytucie Badań Literackich PAN oraz w Bahama Films.


Jednak wielu początkujących pisarzy nie korzysta z warsztatów. Mądra krytyka jest motywująca. Najczęściej jednak wydawnictwa, odrzucając czyjąś pracę nie podają powodów, dla których nie chcą współpracować w autorem. W tym wypadku za wystawienie opinii i pokazanie błędów trzeba zapłacić. Jak to wygląda w Wydawnictwie Papierowy Motyl?

Szczerze mówiąc, jeśli odrzucamy tekst, informujemy o tym autora. Opinię wystawiamy na życzenie autora, wtedy wymieniamy co naszym zdaniem nie nadaje się do publikacji, co należałoby poprawić. Duże wydawnictwa są przepełnione propozycjami wydawniczymi, nie mają czasu na dokładne zapoznanie się z tekstem, a co dopiero napisać recenzję, nie ma się więc co dziwić, że tak jest. Często też wydawnictwa mają określony plan wydawniczy na parę lat naprzód. Sama się z tym zetknęłam, kiedy chciałam wydać swoją debiutancką powieść. I to też jest zrozumiałe, bo działania wydawnicze trzeba dokładnie zaplanować na wiele miesięcy przed datą premiery książki i dokładnie oszacować budżet.


Temat jaki podejmuje pisarz ma chyba kluczowe znaczenie?

Raczej sposób jego przedstawienia. Należy napisać tak, aby czytelnik wszedł w niego i nie chciał opuszczać przedstawionego świata albo czuł się tak, jakby przez dziurkę od klucza podpatrywał rozgrywającą się w treści historię. I muszą być emocje, one są bardzo ważne. Książka musi
tętnić życiem.


Co pomaga Ci się skoncentrować podczas tworzenia? Preferujesz ciszę czy
może jakiś rodzaj muzyki?


Wolę zdecydowanie ciszę. Jednak są takie chwile, kiedy potrzebuję zahaczyć o YouTube, ale tylko na momencik, by usłyszeć np. piosenkę z dzieciństwa. A tak na dobrą sprawę, kiedy jest potrzeba pisania, po prostu siadam i piszę, nie zastanawiając się czy jest cisza czy też nie.


Do jakich piosenek z dzieciństwa najczęściej powracasz? Kto jest Twoim
ulubionym pisarzem?


Piosenki mojego dzieciństwa to oczywiście rosyjskie przeboje dla dzieci, ale również piosenki, których słuchałam chcąc nie chcąc, wraz z moimi rodzicami i starszym bratem. Specyfiką Rosjan jest to, że sztandarowi piosenkarze są wiecznie żywi, a ich piosenki od pokoleń są puszczane w rozgłośniach czy na licznych koncertach transmitowanych w telewizji. Może to się wydawać niedorzeczne, ale ma swój urok, zwłaszcza, że nie przeszkadza to wcale w promocji młodych zdolnych. Miłe uchu piosenki z dzieciństwa to także przeboje Beatlesów, bardzo dobrze zapamiętałam okres fascynacji mojego brata chłopcami z Liverpoolu. Natomiast nie jestem osobą, która ma swój określony ulubiony styl w muzyce. Lubię dobrą muzykę, czyli taką, która mi się po prostu podoba, od współczesności po klasyków, potrzebuję i jednej i drugiej, ale czasami, nie często. O wiele częściej potrzebuję literatury, aby móc zrobić wdech przed wydechem. Rosyjscy klasycy zawsze będą zajmować pierwsze miejsce, a tuż za nimi współczesna literatura z całego świata.



W książkach wspominasz historię wojenną i okres blokady Leningradu. Czy
to dlatego, że dotknęła ona bezpośrednio Twojej rodziny?


Wspominam o wielu historiach wojennych i powojennych, opisuję to zwłaszcza w swoich opowiadaniach, wplatam do powieści. Czuję, że powinnam, że nie możemy zapominać o przeszłości, może zostałam tak wychowana. Moi przodkowie zostali dotknięci tragicznym losem tamtych czasów, jedni mniej, inni bardziej, a ja już jako mała dziewczynka interesowałam się filmami o wojnie, zwłaszcza jeśli bohaterami tych filmów były dzieci. Potem przyszła fascynacja losem kobiet na wojnie. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Czarne wydało książkę Swietlany Aleksijewicz o tym, jak kobiety radziły sobie podczas wojny. Polecam wszystkim reportaże białoruskiej dziennikarki. A blokada Leningradu wzięła się stąd, że uwielbiając moje miasto,uwielbiam również jego historię i mieszkańców i nie mogę być obojętna na ich losy.


Przyjaźnisz się ze Stefanem, dostojnym kotem perskim. Czy czujesz czasem
jego magię. Inspiruje Cię w jakiś sposób?


Stefana uwielbiam, jest to niesamowicie grzeczny i dostojny kot. Nie wiem, czy to za sprawą kociej magii, czy zwykłego kociego lenistwa, ale jego spokój bardzo często przechodzi na mnie. Zawsze uważałam, że koty posiadają moc. Wyczuwają nastroje ludzi, nawet podobno potrafią kłaść się na człowieku w miejscu, w którym ma on jakieś schorzenie zdrowotne. Wierzę, że to prawda. Szkoda tylko, że Stefan mieszka na stałe w Toruniu. 


Jak myślisz, czy Twoją córeczkę Maję, również ogarnie pasja pisania? Co
ona lubi robić najbardziej?

Pasja do książek już ją ogarnęła, a pisania w jakimś stopniu także. Mamy na koncie wspólnie napisane opowiadanie, jej własne wierszyki oraz próby napisania i zilustrowania książeczek. Co prawda kończą się one na trzech zdaniach, ale czuję, że ona jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.

Jak to jest pisać wspólnie z drugim autorem? Masz już za sobą takie
doświadczenie z "Erą kobiet". Czy jeszcze kiedyś podejmiesz się takiego
zadania?


Wspólne pisanie wspominam bardzo miło. Było to, można powiedzieć, takie ćwiczenie kreatywnego pisania na dużą skalę .Polecam wszystkim takie pisanie, ponieważ niezwykle rozwija i jest bardzo inspirujące. Oczywiście współpiszące osoby muszą się zgadzać co do różnych kwestii i powinny umieć znaleźć wspólnie wyjście z sytuacji kryzysowych, np. kiedy bohaterka opisywana przez jednego autora ma inne zdanie niż postać, którą kreuje autor współpiszący. Miałam bardzo komfortową sytuację, gdyż Marzena Lickiewicz, z którą pisałam "Erę kobiet", i której pomysł realizowałyśmy, wspierała i uzupełniała doskonale moją bohaterkę, a ja jej.

Kiedy czytelnicy mogą spodziewać się Twej kolejnej powieści?
Bardzo mnie ciekawi jaką herbatę lubisz najbardziej?


Noszę się z zamiarem wydania tomiku opowiadań, który pojawi się wiosną lub jesienią, a nad powieścią pracuję. A jeśli chodzi o herbatę... Najbardziej lubię zieloną, na drugim miejscu jest nieśmiertelna czarna, ale pod warunkiem, że będzie z miodem i cytryną.


Serdecznie dziękuję za rozmowę. :)






Autor: Marika Krajniewska:
"Papierowy motyl"
"Zapach malin"
"Era kobiet"
"Za zakrętem"
"Pięć"  

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Świetny wywiad. Brawo Joasiu. Pani Marika jest wspaniałą, piękną kobietą. I mam na myśli nie tylko urodę. Teresa.

Joanna Markowska pisze...

Dziękuję. Rozmowy z Mariką to sama przyjemność. Uwielbiam ją. :)

M.Mendyk pisze...

Wspaniała, frapująca Kobeita! Chciałoby się ją poznawać, poznawać, poznawać... Osobowość o ogromnym bogactwie! Ileż tam się jeszcze w tym spektrum ukrywa za tym, co ONA objawia?! A jednocześnie - ta jej powściągliwość - onieśmielając, buduje dystans.Dystans, w znaczeniu: respekt. Szczęśliwy ten, któremu wolno ją dalej poznawać! I biada temu, który tego nie potrafi! Bowiem, poznawać Panią Marikę trzeba umieć!