czwartek, 6 stycznia 2011

Pani woła do tablicy



Ze względu na pasję, którą z Wami dzielę, często odwiedzam blogi książkowe. Przyznajmy wspólnie, że jest ich mnóstwo (co bywa przerażające). Ale to dobrze, że jeszcze istnieją ludzie, którzy wolą czytać niż gapić się w telewizor. Zastanawia mnie jedno- po co te skale ocen? Czemu mają służyć oceny, które wystawiacie recenzowanym przez Was pozycjom?
Najczęściej wygląda to tak:
6 rewelacyjna
5,5 świetna
5 bardzo dobra
4,5 całkiem dobra
4 dobra (szału nie było)
3,5 powyżej przeciętnej
3 przeciętna
2,5 poniżej przeciętnej
2 kiepska
1,5 szkoda czasu
1 nawet nie otwieraj

 

Wytłumaczcie mi, bo się nie znam, z jakiego powodu wystawiacie taką notę.

Wystawiacie ocenę autorom przedstawionych przez Was książek? Nie uważacie, że recenzja jest wystarczającą oceną? Zachęci czytelnika do sięgnięcia po daną pozycję lub nie. Niech czytelnik sam oceni. No tak, mamy przecież pod tematem możliwość reakcji typu : przeczytałam, przeczytam, nie przeczytam. Tylko co to wnosi do tematu. Kolejne statystyki, które niewiele nam mówią. Jakie to wszystko schematyczne. Dobrze, że można komentować, dzielić się ze sobą wrażeniami z poczytania. Dyskutujmy na tematy poruszone przez autorów. Mówmy o tym, co autor miał na myśli, jakie było jego przesłanie. Przecież po to czytamy te książki, alby wydobyć z nich głębię, odnaleźć przesłanie. Wielu recenzentów skupia się jedynie na streszczeniu akcji kto, gdzie i z kim. Dodajmy jeszcze do tego słowo fajne i gotowe. Te recenzje, które odbiegają od takiego schematu są dla mnie wartościowe. O wiele bardziej zachęcają do sięgnięcia po proponowaną książkę niż ocena 6- rewelacyjna.

Pomyślcie nad tym i nie gniewajcie się na mnie za krytykę. Każdy musi znaleźć swój własny sposób na bycie wyjątkowym. Co nie jest łatwe w tym blogowym gąszczu. Sama głowię się nad tym. Najważniejsze to być sobą i nie dać się zaszufladkować.

Życzę owocnych myśli, wyrażonych w unikalny i wyjątkowy sposób poddany głównie ocenie własnej. Pozdrawiam.

8 komentarzy:

Maya pisze...

Wydaje mi się, że taka ocena to pewnego rodzaju podsumowanie w formie statystycznej/matematycznej wrażeń czytelnika z przeczytanej książki. Zależy to od podejścia, potrzeby porządkowania, nadawania schematów i ram.
Niektórzy mają potrzebę nadawania takich ocen, niektórzy nie.
Tak jak we wszystkim są zwolennicy i przeciwnicy.
Ale może lepiej niech wypowiedzą się Ci, co stosują taką skalę ocen ;).

Kaś pisze...

ja taką skalę u siebie na blogu posiadam, ale... stosuje ją dokładnie tak jak napisała Maya- w celach statystycznych, do etykiet- potem wchodzę sobie i widzę, które książki były najlepsze, do których bym nie wróciła, a które mnie totalnie rozczarowały. Niemniej najważniejsze jest są dla mnie słowa, które pisałam w mojej "recenzji", a nie numerek. I myślę, że czytając inne blogi nie drażni mnie ocena cyferkowa- bo i tak sugeruję się tym co przeczytam w recenzji. A czasem niczym się nie sugeruję, czasem po prostu chcę Was (bloggerów) poczytać...tak...ot...

Joanna Markowska pisze...

Rozumiem. Czyli jednak statystyki. Zauważyłam, że pełnią one dużą rolę.
Mnie to "cyferkowe ocenianie" nie drażni. Używajcie jeżeli czujecie taką potrzebę robienia tego dla siebie.
U mnie takie ocenianie nie przejdzie. Nie umiałabym się zdecydować. Nie lubię sztywnych ram, które w tym wypadku musiałabym zastosować. Zastanawiałabym się czy 5 za fabułę, a może 4 za styl etc. No i raczej wolałabym, żeby to czytający oceniali recenzję.

Kaś pisze...

ja cyferkę daję za ogół- a właściwie za mój odbiór, bo styl, fabuła oddzielnie hm... jakoś tak bym nie potrafiła cyferkowo ocenić.

Tajemnica33 pisze...

Mnie nie przeszkadza ocenianie książek. Nie mniej jednak ja na głównym blogu nie stosuję żadnych cyferek. Schowałam je w podsumowaniu rocznym, gdzie ocena pomoże mi ewentualnie przypomnieć sobie ile książka dla mnie znaczyła.

Joanna Markowska pisze...

Rozumiem. To pewnie dlatego, że czytacie bardzo dużo książek. Wtedy można się w tym wszystkim pogubić i zapomnieć, która urzekła Was najbardziej.
Wciąż nie jestem do tego oceniania przekonana. Ale jak już wyżej wspomniałam ważne, by każdy miał swój sposób na życie. ;)
Dziękuję Wam za słowa, które tu zostawiacie.

Ysabell pisze...

Ja oceniam od zawsze. Jeszcze w szkole średniej na jakichś karteluszkach, a czasem porządniej w zeszycie, zapisywałam lektury. Zawsze były w tym spisie tytuł, autor i właśnie ocena (z tym, że moja skala jest od 1 do 10 co pół, więc trochę większa, a książka średnia dostaje 3), czasem dochodził spis treści (w zbiorach opowiadań), albo streszczenie czy krótka opinia.

Oceniam żeby zapamiętać jakie wrażenie zrobiła na mnie książka. Nie recenzuję (niestety) wszystkiego co przeczytałam, czytam rocznie ok. 100 książek i właśnie po ocenie przypominam sobie jak mi się podobało.

Patrzę na przykład na "Księgę apokryfów" Capka (przeczytana na początku zeszłego roku). Dałam jej 9. Od razu przypominam sobie, że byłoby dziesięć gdyby nie to, że kilka opowiadań było tylko dobre (a nie genialne jak reszta), a wydanie było tak złe, że rozważałam posłanie bomby do wydawnictwa... I podobnie mam z pozostałymi książkami.

Poza tym oceniam zawsze swoje wrażenia, a nie książkę obiektywnie (przecież obiektywnie się nie da...), więc jak coś nie trafiło na swój czas albo trafiło na mój zły humor, to ocena jest słabsza. Na podstawie mojego spisu mogę powiedzieć, że ocena tej samej książki w pewnym odstępie może się spokojnie różnić o 1,5 punktu.

Ale dzięki temu, że oceniam własne wrażenia w konkretnej chwili (w ten sposób jest to rodzaj cyfrowego pamiętnika) mogę spokojnie porównywać dzieła wielkie z czytadłami, a powieści z reportażami. Kryminał czytało mi się lepiej niż noblistę i miałam z tego więcej przyjemności? No to dostanie wyższą ocenę.

A przy okazji oceny na blogu spełniają też inną funkcję. Każdy może rzucić okiem na te sto dwie książki z zeszłego roku wraz z ocenami i w ten sposób wie trochę o moich gustach czytelniczych. Z czasem tytułów i cyferek będzie więcej, więc będzie też więcej wiadomo. Jasne, że to powierzchowne, bo nie wiadomo dlaczego mi się coś nie podobało, ale zawsze. Jeżeli ktoś zobaczy, że jego ukochaną "Samotność liczb pierwszych" postponuję oceną 2,5 to raczej nie będzie się sugerował moimi opiniami dotyczącymi podobnych książek. I na odwrót.

Rozpisałam się... I dobrze. :)

Joanna Markowska pisze...

Rozpisałaś się Ysabell i bardzo dobrze. Dziękuję Ci za przedstawienie Twojego punktu widzenia. Utwierdziłaś mnie w tym, iż czytałam rocznie za mało książek, :/ gdyż jeszcze potrafię zapamiętać, która bardziej przypadła mi do gustu i dlaczego. Prawdą jest, że jeśli przeczyta się tę samą książkę ponownie, w innym okresie naszego życia, możemy dostrzec w niej coś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Wtedy ocena będzie inna, bo odbiór nie taki sam.
Jeszcze raz dziękuję i zapraszam ponownie do dyskusji. ;)