Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męski punkt widzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męski punkt widzenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

"Trzecia piętnaście i inne opowiadania" Piotr Prokopiak

„Trzecia piętnaście i inne opowiadania” Piotra Prokopiaka to zbiór napisany pod wpływem wielu emocji. Tylko człowiek o dużej empatii i niesamowitej wyobraźni mógł stworzyć przepełnioną tyloma doznaniami prozę poetycką. Mieszanka niebanalnej umiejętności odbierania impulsów otaczającego świata połączona z magią sprawiła, że granica między rzeczywistością a fikcją zaciera się w niezauważalny sposób. Opowiadania często zaskakują zjawiskami nadprzyrodzonymi. Zmuszają do refleksji nad sobą samym i otaczającym nas światem. Aktywują w czytelniku wspomnienia, marzenia jak również strach, głównie przed nieznanym. Wskrzeszają fantomy przeszłości otwierające oczy na wiele prawd, które nie powinny pozostać przemilczane. Bez ograniczeń świat stał się ciasny, uwierający jak obcisła gumka w majtkach. Po prostu w tym wszechogarniającym przesycie czuje się jakąś pustkę. To budzi frustrację, niczym niezaspokojony popęd ku szukaniu barier, tylko po to, aby móc ja złamać.
Człowiek jest spragniony drugiej osoby. Tak powstają klany, społeczności, narody - kropla do kropli. Muszą pełzać, ocierać się, by w końcu zlać się w jedno dżdżyste ciało. Wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś większego planu niestety wciąż prowadzimy nieustanną walkę między życiem a śmiercią. Zaprzeczamy sami sobie, biadolimy, wmawiamy sobie bezsens żywota. Zamiast korzystać z radości życia wpędzamy się w stan wegetacji. Z wiekiem stajemy się zgorzkniali i wciąż nam mało. Przecież miało być inaczej! – jesteśmy rozczarowani.
A gdyby tak skurczyć się do postaci embriona - malejący ludzie wróciliby do łon matek pokolenie za pokoleniem. Wszyscy staliby się jednym, wszystko stałoby się kropką. Kula ziemska osiągnęłaby rozmiar orzeszka, by w kulminacyjnym momencie rozpłynąć się w umyśle Boga. Zgasić gwiazdę, by zapalić ją na nowo – stworzyć od nowa lepszy świat.

Czytelnik bardzo łatwo utożsamia się z bohaterami stworzonymi przez Piotra. Odczuwa ich strach, złość, zbulwersowanie. Czuje obecność świadomych bytów, tęskniących za materią, za ciałem. W końcu buntuje się jak nastolatek szukający swojej gwiazdy we wszechświecie. Łapie oddech i czyta dalej już własną prawdę. 


Tytuł:  Trzecia piętnaście i inne opowiadania
Autor: Piotr Prokopiak
Wydawca: Samorządowa Agencja Promocji i Kultury
Okładka miękka
Ilość stron: 80
ISBN: 9788361291190


Notka o Autorze:

Piotr Prokopiak urodził się 13.03.1973r. w Szczecinku.
Publikował w "Autografie", Brulionie Literackim "Ślad", Miesięczniku Literackim "Akant", Kwartalniku artystyczno - naukowym "Znaj", "Poezji dzisiaj", Piśmie społeczno - kulturalnym "Miesięcznik", "Gazecie Kulturalnej", Miesięczniku "Idź pod prąd" oraz w prasie lokalnej. Współpracuje z bydgoskim periodykiem "Pistis" i z "Ziemią Szczecinecką". Swoje wiersze zamieszczał w almanachach poetyckich. Wielokrotnie jego twórczość była prezentowana na antenie Polskiego Radia Koszalin.
Dotychczas wydał cztery tomiki poezji : "Narodzeni z wiatru" (2007r.), "Przedcisze (2008r.),  "Pastwisko losu" (2009r.) oraz Homo Hereticus (2010r.). W 2011r.nakładem wydawnictwa Papierowy Motyl ukazała się jego powieść psychologiczna "Odsypiając przeszłość" i "Wzgórze Wisielców", zaś w 2012 r. tom opowiadań "Trzecia piętnaście i inne opowiadania".
Laureat Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich m.in. im. Leszka Bakuły, im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej, im. Włodzimierza Pietrzaka, „O srebrną łuskę pstrąga”, "O Wawrzyn Sądecczyzny". W XI edycji OKP „Malowania Słowem” otrzymał tytuł „Poety Regionu”. Dwukrotnie dostrzeżony przez jury Chojnickiej Nocy Poetów. Podczas XVI edycji "Malowania Słowem" otrzymał główną nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza.
W 2008 roku został przyjęty w szeregi Stowarzyszenia Autorów Polskich. Od marca 2011r. pełni funkcję prezesa szczecineckiego oddziału. Od 2011 roku członek Związku Literatów Polskich.
Interesuje się judaizmem, teologią ruchów uznanych za heretyckie, biblistyką, filozofią egzystencjalną oraz historią. Sprzeciwia się wszelkim formom dyskryminacji ze względu na narodowość, religię czy też orientację seksualną. Wyznaje unitarianizm.

Na stronie autora można przeczytać kilka opowiadań. Tutaj 

piątek, 10 maja 2013

„Czerwone gardło” Jo Nesbo

Czytając książkę mam zwyczaj doszukiwania się głębszego znaczenia tytułu. Jego symbolika bywa czasem głęboko ukryta i trzeba się jej domyślać. Innym razem jasno odzwierciedla formę przekazu fabuły. W „Czerwonym gardle” Jo Nesbo odnalazłam dwa tropy. Pierwszy zaprowadził mnie do ptaszka rudzika, zwanego pliszką czerwonogardłą. Podobno w Norwegii dziewięćdziesiąt procent tego gatunku ptaka odlatuje na południe, reszta ryzykuje przetrwać zimę. Chodzi o to, że jeśli zima okaże się łagodna, to będą mogły wybrać najlepsze miejsce do lęgów, zanim przyfruną inne rudziki.
Odnosząc się do natury tego ptaszka autor posłużył się przenośnią nawiązując do jednej z cech ludzkiego charakteru jaką jest chęć podejmowania ryzyka.
Drugi trop to sposób precyzyjnego podcięcia gardła. Taką umiejętność mógł posiąść jedynie ktoś, kto uczył się medycyny, a ściślej ujmując jej specjalizacji jaką jest chirurgia. I tu mamy widoczny bez wątpienia akcent kryminalny. Sprawa ma początek w czasach drugiej wojny światowej. Śledztwo prowadzi w kręgi neofaszystów. Na podstawie tej książki można by nakręcić wciągający film.

„Czerwone gardło” to bardzo śmiały kryminał. Krytycy twierdzą, że Jo Nesbo swoją twórczością czyni Norwegię poważnym przeciwnikiem Szwecji w bitwie o miano centrum skandynawskiego kryminału. W 2004 r. w plebiscycie czytelników książka zdobyła tytuł norweskiego kryminału wszech czasów. Mam zamiar przekonać się o tym sięgając kiedyś po szwedzką prozę tego gatunku literackiego. A tym czasem zabieram się za czytanie następnej części zmagań z przestępcami nieudobruchanego śledczego Harry'ego Hole.



Tytuł: Czerwone gardło
Autor: Jo Nesbo
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria: Trylogia z Oslo
ISBN: 83-7384-515-1
liczba stron: 424


Notka o autorze:

Joe Nesbo (ur. 29 marca 1960) - norweski pisarz oraz muzyk poprockowy.
Urodził się w Oslo a wychował w Molde. Jako młody chłopak grał w klubie piłkarskim Molde FK. Pisze głównie powieści kryminalne, jest także tekściarzem w zespole Di Derre, w którym gra i śpiewa.
Nesbø jest autorem cyklu powieści kryminalnych, w których głównym bohaterem jest policjant Harry Hole. Za swą debiutancką powieść „Człowiek - nietoperz” (norw. Flaggermusmannen) Nesbø otrzymał literacką Nagrodę Rivertona oraz Szklany Klucz, obydwie przyznawane za najlepsze powieści kryminalne. Z kolei za powieść „Czerwone gardło” (norw. Rødstrupe) otrzymał w 2000 r. nagrodę norweskich księgarzy. W 2004 r. książka ta została wybrana najlepszym norweskim kryminałem wszech czasów (norw. Tidenes beste norske krim). W 2007 powieść „Czerwone gardło” pojawiła się jako kandydatka do nagrody Złoty Sztylet za najlepszą powieść kryminalną, przetłumaczoną na język angielski.
Powieści Nesbø tłumaczone były na angielski, czeski, duński, fiński, francuski, litewski, niderlandzki, niemiecki, polski, rosyjski i szwedzki.


czwartek, 9 maja 2013

"Pastwisko losu" Piotr Prokopiak




Nie łatwo jest zrecenzować poezję, tym bardziej kiedy jest to poezja trudna. Najłatwiej powiedzieć, że wiersz nam się podoba. Ale cóż to faktycznie znaczy? Nie koniecznie to, że rozumiemy co dokładnie autor miał na myśli. Jednak przeważnie tak to się odbywa. Integrując się z cudzą wrażliwością pogłębiamy własne odczuwanie rzeczywistości. Dotykamy tego, co jest namacalne jedynie poprzez progresywny rozwój zmysłu artystycznego. To, co w poezji werbalne często nie daje się przenieść na płaszczyznę działań. Porównania, metafory i przenośnie - o właśnie one sprawiają, że w miejscu peela widzimy siebie. Jakże bliski staje się nam jego świat w percepcyjnym odbiorze.
obaj jesteśmy
nie z tego dnia
uciekamy od domów
z napiętymi przez harty szybami
zrośnięci kiełkiem bezradności
licytujemy każda piędź siebie

Rodzaje doznań i uczuć, które towarzyszą ludziom od wieków są tak samo ograniczone jak ilość słów w każdym języku. Wszystko już kiedyś było, a historia lubi się powtarzać. Powrót do przeszłości jest nieunikniony. Jakże mocno go pragniemy, czasem nawet wbrew sobie mając w głowie zamontowany zegar nastawiony na dziś. 
 
Takie oto rozważania towarzyszyły mi podczas lektury „Pastwiska losu” Piotra Prokopiaka. Poezja Piotra drażni i odpycha, z drugiej zaś strony bardzo zaciekawia i przyciąga. Jest Bóg i jest patriotyzm, czasem zaś zupełnie ich nie ma.
zapewne są cele
dla wypuszczonych strzał
niezasrane złotem
świątynie ducha
poezja
wolna od profesjonalnych dupolizów 
 
Tytuł tomiku można interpretować dwuznacznie. Gdy los nam sprzyja pasiemy się na zielonych łąkach, innym razem los pastwi się nad nami. „Pastwisko losu” zachęca nie tylko do szukania, ale do odnalezienia sensu własnego przeznaczenia. Polecam je wszystkim miłośnikom poezji.

Na okładce znajduje się grafika autorstwa Wacława Smolenia. Na kartach książki można znaleźć jeszcze kilka obrazów w podobnym klimacie.


Tytuł: Pastwisko losu
Autor: Piotr Prokopiak
Wydawnictwo: SAPiK
Ilość stron: 96
Oprawa twarda
ISBN: 978-83-61291-96-1

Notka o Autorze:


Piotr Prokopiak urodził się 13.03.1973r. w Szczecinku.
Publikował w "Autografie", Brulionie Literackim "Ślad", Miesięczniku Literackim "Akant", Kwartalniku artystyczno - naukowym "Znaj", "Poezji dzisiaj", Piśmie społeczno - kulturalnym "Miesięcznik", "Gazecie Kulturalnej", Miesięczniku "Idź pod prąd" oraz w prasie lokalnej. Współpracuje z bydgoskim periodykiem "Pistis" i z "Ziemią Szczecinecką". Swoje wiersze zamieszczał w almanachach poetyckich. Wielokrotnie jego twórczość była prezentowana na antenie Polskiego Radia Koszalin.
Dotychczas wydał cztery tomiki poezji : "Narodzeni z wiatru" (2007r.), "Przedcisze (2008r.),  "Pastwisko losu" (2009r.) oraz Homo Hereticus (2010r.). W 2011r.nakładem wydawnictwa Papierowy Motyl ukazała się jego powieść psychologiczna "Odsypiając przeszłość" i "Wzgórze Wisielców", zaś w 2012 r. tom opowiadań "Trzecia piętnaście i inne opowiadania".

Laureat Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich m.in. im. Leszka Bakuły, im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej, im. Włodzimierza Pietrzaka, „O srebrną łuskę pstrąga”, "O Wawrzyn Sądecczyzny". W XI edycji OKP „Malowania Słowem” otrzymał tytuł „Poety Regionu”. Dwukrotnie dostrzeżony przez jury Chojnickiej Nocy Poetów. Podczas XVI edycji "Malowania Słowem" otrzymał główną nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza.
W 2008 roku został przyjęty w szeregi Stowarzyszenia Autorów Polskich. Od marca 2011r. pełni funkcję prezesa szczecineckiego oddziału. Od 2011 roku członek Związku Literatów Polskich.
Interesuje się judaizmem, teologią ruchów uznanych za heretyckie, biblistyką, filozofią egzystencjalną oraz historią. Sprzeciwia się wszelkim formom dyskryminacji ze względu na narodowość, religię czy też orientację seksualną. Wyznaje unitarianizm.

czwartek, 2 sierpnia 2012

"Królowa Saby" Marek Halter


- Powiedz mi, co uderza jak młot, ale jest niewidoczne, choć ujawnia się, zimne lub płomienne, w tchnieniu słów?

Sięgając po najnowszą powieść Marka Haltera trzeba się liczyć z tym, że czeka nas niesamowita podróż do XI w p.n.e. „Królowa Saby” przenosi czytelnika do legendarnego królestwa- kraju złota, mirry i kadzidła. Władała nim wówczas Makeba- córka Akeby Wielkiego i Bilkis. Kobieta ogromnej urody i wielkiej mądrości.
Pomimo młodego wieku Makeba potrafiła zaskarbić sobie szacunek oraz udowodnić, że potrafi władać królestwem. Nazywano ją królową wojny i pokoju, królową miłości i zmysłowości, siły i mądrości. Dla dobra ludu i przyjaznych stosunków z faraonem została kapłanką Ra. W swym królestwie kazała wybudować świątynię, w której złożono ofiarę. Doskonale zdawała sobie sprawę, że handel z faraonem może być pełen niespodzianek. Królestwo Saby było zasobne w dobra których potrzebował, chodziło głównie o kadzidła. Dzięki przychylności Makeby faraon czuł się spokojniejszy w sprawach handlu, co wróżyło długi sojusz między królestwami.
Mądrość królowej Saby sięgała wyżej. Aby Morze Czerwone przestało dzielić królestwo na dwie części, musiała wyrównać rachunki z Shobwą. Był to zdrajca, przez którego wraz z ojcem i zaufaną świtą zmuszeni byli opuścić rodzinne miasto Aksum. Natomiast przebiegły oszust bogacił się i drwił sobie z nich. Po dziesięciu latach królowa zebrała najlepszych wojowników i położyła temu kres. Nie zabiła zdrajcy od razu, choć pragnienie to targało nią przez wszystkie lata. Zdecydowała jednak jak najbardziej go poniżyć. W związku z tym własnoręcznie odcięła mu język. Była to kara za wszystkie kłamstwa i plugastwa, jakie kiedykolwiek wypowiedział. Po pewnym czasie Shobwa został wysłany małą łodzią na morze, które dokonało ostatecznej zagłady.
Wielu możnych władców marzyło o tym, aby królowa Saby została również królową ich sypialni. Na próżno zabiegali o nią. Każdego traktowała z szacunkiem, ale i z dystansem. Nie była przekupna pod żadnym względem. Nawet Yahyyr, który z uporem domagał się wypełnienia obietnicy, jaka nigdy nie została mu złożona, musiał pogodzić się ze swą miłosną porażką. Chciał on, w zamian za rękę Makeby, zabić byka w ofierze dla boga Almakaha w wielkiej świątyni Bilkis.
Jedynym mężczyzną który zaintrygował Makebę był Salomon. Nie potrafiła wyrzucić go z myśli od chwili, w której o nim usłyszała po raz pierwszy. Nauczyła się języka, którym władał, poznała jego boga i historię rodziny. Chciała być bliżej niego, zrozumieć czym i jak żyje. Postanowiła dać upust ciekawości i przekonać się na własne oczy i uszy, czy Salomon jest w rzeczywistości tak mądry jak mówią o nim jego podwładni. Oficjalnym celem spotkania Salomona i Makeby miało być nawiązanie obustronnej wymiany handlowej. Jednak wymienili się oni między sobą czym znacznie bardziej osobistym. Dzięki temu Makeba poczuła Salomona również na własnej skórze, która później nie poczuła już nikogo innego.

- Mówisz o sercu, królowo Saby.

Tymi słowami odpowiedział Salomon na jedną z zagadek zadanych mu przez Makebę. Tak jak w pozostałych przypadkach odpowiedź była poprawna. Dzięki temu inteligencja i mądrość Salomona nie zostały podważone. On, Wielki i mądry, który panował nad wszystkim, z wyjątkiem czasu, stracił serce dla królowej Saby. Pokonana Makeba oddała się Salomonowi na trzy noce i dwa dni. Trzy noce, które wersami „Pieśni nad pieśniami” na wieczność wpisały się w miłosną pamięć Zachodu.

Marek Halter pisząc tę powieść opierał się na zdobytych informacjach historycznych i archeologicznych wzbogacając je własną wyobraźnią. Dzięki temu postać Makeby jest bardziej wyrazista i nowoczesna.
„Królowa Saby” to powieść lekka i wciągająca. Jej baśniowy klimat hipnotyzuje już od pierwszych stron i sprawia, że bohaterowie zostają z nami na dłużej. Warto się o tym przekonać sięgając po nią.



Joanna Markowska




Tytuł: Królowa Saby
Autor: Marek Halter
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 311 s.
Oprawa: miękka
Wymiar: 140x205 mm
ISBN: 978-83-7506-714-9






Notka o autorze:

Marek Halter- Francuski malarz, poeta i powieściopisarz żydowskiego pochodzenia. Urodził się w Warszawie w 1936 roku. Jest aktywnym działaczem ruchu na rzecz obrony praw człowieka, zwolennikiem dialogu polsko- żydowskiego, orędownikiem pojednania chrześcijan i żydów oraz Arabów i Żydów. Wielokrotnie podkreślał rolę, jaką podczas wojny odegrali Polacy ratujący Żydów (dzięki pomocy Polaków jego rodzina uciekła z warszawskiego getta w 1940 roku).
Jako jeden z pierwszych na zachodzie Europy przypomniał postać Ireny Sendlerowej. W Polsce został odznaczony medalem Gloria Artis.
Marek Halter jest autorem ponad dwudziestu książek. W Polsce ukazały się dotąd m.in: „Ewangelia według Marii, matki Jezusa”, „Chazarski wiatr”, ” Judaizm- opowieść dla moich chrześniaków”. W Polsce znany jest głównie ze swojej "trylogii Kanaan” – „Sara”, „Sefora” i „Lila”, czyli trzech opowieści o niezwykłych kobietach doskonale znanych nam ze Starego Testamentu.



poniedziałek, 25 czerwca 2012

"12 x śmierć" Michał Pauli

„12 x śmierć” to reportaż napisany na podstawie własnych przeżyć autora. Historia, która przydarzyła się Michałowi podczas jednej z podróży do Tajlandii. Za handel narkotykami trafia on do jednego z najcięższych więzień świata - Bang Kwang. Zostaje skazany na dwanaście kar śmierci zamienionych w drodze łaski na dożywocie. Nikt nie spodziewałby się tak wysokiej kary, ale to jest Tajlandia, tu wszystko jest możliwe. Michał Pauli opisując swoje sześć lat za murami, ukazuje drugą stronę tego kraju, zwanego przez turystów Krainą Uśmiechu.
W Tajlandii ściganiem handlarzy narkotykami zajmuje się skorumpowana policja. Na komisariacie Michał dostał do podpisania własne zeznania w języku tajskim. Wtedy też wyszło na jaw, że znajoma, która zaproponowała mu współpracę i przemyt ekstasy, pracuje dla policji. Kobieta za każdego złapanego dilera dostawała dodatkowe pieniądze. Takim sposobem niefortunna decyzja skończyła się dla Michała tragicznie zamieniając egzotyczną wyprawę w niewyobrażalny horror.

Widok śmierci towarzyszy więźniom praktycznie przez cały okres pobytu w więzieniu. Stosunek do więźniów w Tajlandii jest zupełnie inny niż w Polsce. Ludzie trzymani są w zatłoczonych klatkach, po czterdzieści, pięćdziesiąt osób. Nogi mają spętane ciężkimi, kilkukilogramowymi łańcuchami. Strażnicy stosują agresję i przemoc. Na wszystko jest ściśle wyznaczony czas. Dzień zaczyna się od modlitwy i apelu. Szybka, wspólna toaleta w mętnej wodzie. Potem czas spędzony na małym placu. Tajowie wtedy pracują, aby oprócz ohydnej ryżowej papki móc zjeść coś innego. Obcokrajowcy mają czas dla siebie. Nie dają się wykorzystywać do więziennych robót, ale za lepsze pożywienie muszą płacić wysokie sumy. O piętnastej powrót do ciasnych klatek. W więzieniu panuje brud i smród. Ciała osób zmarłych w piątek popołudniu zabierane są dopiero w poniedziałek rano. Przy upałach panujących przez większą część roku nie sposób nie czuć odoru rozkładu. Świadomość, że można tak uwłaczająco skończyć jest wstrząsająca. Niestety, brak odpowiedniej opieki lekarskiej zwiększa umieralność wśród więźniów.
Jakby tego było mało, kontakt ze światem zewnętrznym jest bardzo ograniczony. Korespondencja najczęściej nie dociera, a spotkania z konsulatem są nadzwyczaj odległe w czasie. Na rozprawę także czeka się wieki. Michał Pauli cudem wydostał się na wolność. Podczas odsiadki dowiedział się od współwięźniów o pewnej możliwości ułaskawienia. Należało błagać o nią samego króla Tajlandii. Po wielu listach i zawartych w nich prośbach Michała wsparło trzech polskich prezydentów: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński. Pełen ulotnych nadziei, wciąż niepewny przyszłości, pewnego dnia jednak wyszedł na wolność.


Czytając „12 x śmierć” poznajemy innych więźniów, których Michał miał okazję poznać. Oprócz swojej historii przedstawia losy ludzi, którzy trafili do tego więzienia, głównie za narkotyki. Nie do pomyślenia jest to, jak wielu z nich nie miało z narkotykami nic do czynienia. Byli jedynie rodziną, kolegami, znajomymi dealerów. Ale to bez znaczenia, sąd wie lepiej kto jest winny, ma niepodważalne dowody... kwalifikujące podejrzanych również do otrzymania kary śmierci.
Pauli w swojej książce pokazuje, jak zmanipulowany jest system sądowniczy w Tajlandii. Chce uświadomić ludziom, że Tajowie uśmiechają się niekoniecznie z sympatii, a ich kraj to nie tylko bogata kultura i egzotyczne widoki. Tu kary za powiązania z narkotykami są o wiele surowsze niż za morderstwo. Stanowi to jeszcze większą paranoję w zestawieniu z korupcją i handlem narkotykami, która jest powszechna wśród samych strażników.

Zachęcam do przeczytania tej książki. Z jednej strony stanowi ona katharsis dla autora, lecz z drugiej jest przestrogą dla podróżników udających się w te rejony. Otwiera czytelnikowi oczy na sprawy, o których nie miał pojęcia. Pokazuje oblicze cierpienia, którego tak łatwo doświadczyć za sprawą jednej, nieodpowiedniej decyzji.

Książka zawiera ciekawe ilustracje przedstawiające więzienne życie. Ich autorem jest również Michał Pauli. Powstały podczas jego pobytu w Bang Kwang.



Joanna Markowska


Tytuł: 12xśmierć
Autor: Michał Pauli
Wydawnictwo: Artest
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2011
Wymiary: 12.5 x 19.5 cm
ISBN: 9788393138036




notka o autorze:

Michał Pauli urodził się 1972 roku w Kielcach, gdzie spędził swoje młode lata. Kolejno mieszkał w Krakowie, Krynicy, Łodzi, Berlinie, Amsterdamie, Tuluzie, Częstochowie, Barcelonie, Zagnańsku, Łodzi... Studiował w łódzkiej ASP. Sam mówi, że w życiu najbardziej udała mu się wspaniała córka. Jako artysta plastyk zajmował się ceramiką i sztuką użytkową, prowadząc własną pracownię. Kiepskie dochody z ceramiki i rozpad małżeństwa spowodował, że postanowił wrócić do życia w podróży. 





czwartek, 9 lutego 2012

"Delfin" Sergio Bambaren


Przychodzi w życiu moment, kiedy nie pozostaje nic innego jak iść swoją drogą. Moment, by udać się tam, gdzie kierują cię marzenia. Moment, by postawić żagle swoich przekonań.

„Delfin” to opowieść o marzycielu, który nie bał się szukać sensu życia. Ta krótka historia o delfinie Danielu przeznaczona jest dla młodego, jak i starszego pokolenia czytelników. Dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją wędrówkę po marzenia, jak również tych, którym wydaje się, że już nie warto tego robić, gdyż czasu pozostało zbyt mało.
Książka przepełniona jest wieloma złotymi myślami, do których warto wracać. Zawiera również kilka głębokich przesłań. Przypomina, że trzeba jeść, aby żyć i mieć siłę, by kroczyć obraną przez siebie drogą, którą uważamy za najlepszą. Życie, którego celem jest jedynie zdobywanie pożywienia traci sens i staje się bezcelową wegetacją.
Aby zatrzeć granicę między człowiekiem o zwierzęciem, autor nadał delfinowi ludzkie imię nazywając go Danielem Delfinem. Tym samym zwraca uwagę na to, że zarówno wśród ludzi, jak i wśród zwierząt, są jednostki złe i dobre. Nie można mierzyć wszystkich tą samą miarą, gdyż nie wszyscy wyrządzają krzywdy. Zwierzęta, jak i ludzie, mają podobne cele: pragną być jak najbardziej sobą i łapać wysokie fale własnego szczęścia.
Daniel Delfin był uczniem, a jego nauczycielem morze. „Gdy uczeń jest gotowy pojawia się mistrz.” - tak stało się i w tym przypadku. Morze przemówiło do Daniela w chwili, w której zrozumiał co jest dla niego najważniejsze. Głos morza, który od tego momentu towarzyszył delfinowi, pomógł mu pokonać lęki i niepewność. Radził, by zaufał instynktowi, dodał Danielowi pewności siebie, dzięki czemu spełnił on swoje największe marzenie. Nareszcie ślizgał się po idealnej fali i odkrył prawdziwy sens swego życia: mieć szczęśliwe i spełnione życie, i dążyć za swoimi marzeniami. Przekroczył granicę, za którą marzenia stają się rzeczywistością, granicę widoczną tylko dla tych, którzy kierują się swoim sercem. Udowodnił, że warto mieć własne zdanie, odmienne przekonania i kierować się innymi wartościami. Już wiedział, że wszystkie jego osiągnięcia, wszystkie aspiracje i wszystkie jego marzenia składały się na jego osobowość. To, że mu się udało, nie przepełniało go pychą, wręcz przeciwnie. Wrócił do swojego stada i udowodnił delfinom, że każdy powinien zawsze marzyć i nigdy się nie bać. Od tej chwili ziarna marzenia zostały zasiane w ich duszach i wiedziały, że któregoś dnia one również znajdą drogę do urzeczywistnienia marzeń.


Joanna Markowska


Tytuł: Delfin
Autor: Sergio Bambaren
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
ISBN: 978-83-7506-256-4
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 100
Cena: 19 zł


Notka o autorze:

Sergio Bambaren urodził się 1 grudnia 1960 r. w stolicy Peru, Limie. Po skończeniu szkoły średniej wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykształcił się w dwóch kierunkach - chemii oraz marketingu (Texas A&M University). Następnie znalazł zatrudnienie w dużej australijskiej firmie w Sydney jako menedżer ds. sprzedaży. Wielką pasją Peruwiańczyka od zawsze był ocean i surfing. Niezłe zarobki pozwoliły mu realizować marzenia, w poszukiwaniu idealnych fal podróżował do wielu interesujących miejsc na świecie.

W Portugalii spotkała go miła przygoda z delfinem, która to sytuacja zainspirowała go do napisania książki pt."Delfin. Opowieść o marzycielu". Było to w roku 1996. Od tamtej pory napisał jeszcze kilka innych książek, które sprzedały się w łącznym nakładzie ponad 25 milionów egzemplarzy ( w tym 10 mln "Delfina...").

środa, 8 lutego 2012

"Odwaga Tworzenia" Rollo May- CYTATY

Zastanawialiście się kiedyś co dzieje się z artystą w chwili tworzenia? Czym jest uczucie podekscytowania, tzw. ekstazy towarzyszącej podczas aktu twórczego? Dziś przytoczę parę fragmentów książki, której autor opisuje ten stan z iście psychologicznego punktu widzenia.


"Twórczość jest procesem powoływania do życia czegoś nowego."
"Akt twórczy jest spotkaniem.
W grę musi wchodzić odpowiednia forma zaangażowania. Dążenie do celu jest w przypadku człowieka zjawiskiem dużo bardziej złożonym niż to, co zwykliśmy nazywać siłą woli. Dążenie do celu angażuje wszystkie poziomy doświadczenia. Nie wystarczy chcieć, aby osiągnąć wgląd. Nie wystarczy chcieć, aby tworzyć. Ale można chcieć oddać się spotkaniu z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem. Głębsze poziomy świadomości są pobudzone w takim stopniu, w jakim zaangażujemy się w spotkanie."
"Ekstaza jest precyzyjnym terminem określającym intensywność świadomości w czasie tworzenia. Sprawia ona, że funkcje intelektualne, wolicjonalne i emocjonalne harmonijnie współgrają."
"Spotkanie to zetknięcie się dwóch biegunów. Subiektywnym biegunem jest sam człowiek w trakcie tworzenia. Biegunem obiektywnym jest świat - jest to spotkanie artysty lub naukowca ze światem. Jedno wpływa na drugie i żadnego nie można zrozumieć, jeśli drugie zostanie pominięte. Tworzenie jest procesem, działaniem - w szczególności procesem, w którym dochodzi do wzajemnego związku pomiędzy jednostką i jej światem."
"Zadaniem prawdziwych artystów jest wskazanie ukrytych psychologicznych i duchowych warunków określających ich związek ze światem."
"Wgląd, "olśnienie" : wewnątrz jednostki odbywa się gwałtowne starcie, którego jedną stroną są świadome myśli, a drugą pewien wgląd, perspektyw, która walczy o przyjście na świat. Narodzinom tym towarzyszy lęk, poczucie winy, ale także radość i satysfakcja, które są nierozerwalnie związane z pojawieniem się nowej idei lub wizji"
"Wgląd nie przychodzi na chybił trafił, ale w zgodzie z pewnym schematem, którego istotnym elementem jest nasze osobiste zaangażowanie."
"Granice, które człowiek napotyka w życiu, są nie tylko nieuniknione, lecz ponadto posiadają swą wartość. Dla twórczości granice są w istocie niezbędne, bowiem akt twórczy wyrasta z walki człowieka przeciwko wszystkiemu, co go ogranicza.
Świadomość jako taka rodzi się z uzmysłowienia sobie ograniczeń. Ludzka świadomość jest cechą wyróżniającą nasze istnienie; nie rozwinęlibyśmy jej, gdyby nie nasze ograniczenia. Świadomość to poczucie, które wyłania się z dialektycznego konfliktu między możliwościami a ograniczeniami.
Ograniczenia są równie niezbędne jak brzegi rzeki, bez których wody rozlałyby się po ziemi i w efekcie rzek wcale by nie było - zatem rzeka jest wynikiem konfliktu między płynącą wodą a brzegami. Tak samo dla sztuki niezbędne są ograniczenia, by mogła się narodzić.
Twórczość powstaje w wyniku konfliktu pomiędzy spontanicznością i ograniczeniami, które (jak rzeka) nadają spontaniczności różne formy, jako że forma jest zasadniczym elementem dzieła sztuki malarskiej czy wiersza."
"Wiersz lub obraz jest arcydziełem nie dlatego, że przedstawia wizję poety lub malarza, wizję, która została wyzwolona dzięki spotkaniu artysty z rzeczywistością. Dzięki temu wiersz lub obraz jest niepowtarzalny, oryginalny, niemożliwy do skopiowania."
"Pisząc wiersz, odkrywamy, że po to, by dopasować określoną treść do takiej, a nie innej formy, musimy przeszukać wyobraźnię w celu znalezienia nowych treści. Odrzucamy niektóre ze sposobów ich wyrażania, a wybieramy inne za każdym razem starając się od nowa nadać wierszowi kształt jak najbardziej zbliżony do założonej formy. Proces kształtowania doprowadza nas do znalezienia nowych treści, o których nawet nie marzyliśmy. Forma nie jest zatem jedynie czynnikiem eliminującym treści, na które nie znaleźliśmy miejsca w naszym wierszu, służy pomocą w znajdywaniu nowych znaczeń, jest bodźcem do ich skondensowania, uproszczenia i oczyszczenia - wreszcie do odkrycia bardziej uniwersalnego wymiaru dla treści, które chcemy wyrazić."

Rollo May (1909- 1994) - amerykański psycholog i psychoterapeuta, czołowy przedstawiciel psychologii egzystencjonalnej, laureat Złotego Medalu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

"Poczet Królowych polskich" Marcin Szczygielski



„Poczet Królowych polskich” Marcina Szczygielskiego, wbrew pozorom nie jest książką o małżonkach królów i książąt polskich. Jest natomiast powieścią o spokrewnionych ze sobą Polkach noszących nazwisko Król. Każda z przedstawionych kobiet była królową w dziedzinie, którą zajmowała się na co dzień, w epoce, w której przyszło jej żyć.
Dynastia Królowych żydowskiego pochodzenia zaczyna się na początku dwudziestego wieku. Ich losy są nierozerwalnie związane z wydarzeniami historycznymi czasów przedwojennych, okupacji, PRL-u, aż po lata nam współczesne.

Jedną z głównych bohaterek powieści jest Ita. Kobieta, która od najmłodszych lat próbuje uciec od swej żydowskiej tożsamości. W związku z tym zmienia nazwisko, a przez większość życia posługuje się pseudonimem. Już jako nastolatka jest bardzo samodzielna. Dzielnie walczy o siebie, a siła charakteru pomaga jej wybrnąć z najtrudniejszych w życiu sytuacji. Jej marzenie spełnia się, gdy zostaje aktorką.
W Wilnie 1939 roku jako Ina Marr uczy się aktorstwa, poznaje świat przedwojennych teatrów i kabaretów. Popularność i sławę zyskuje dopiero po powrocie do Warszawy, gdzie dostaje możliwość pojawienia się na dużych ekranach kin. Ma wtedy zaledwie czternaście lat. Przeżywa nieszczęśliwe romanse, jest świadkiem morderstwa, ledwo sama uchodzi z życiem. Gdy wybucha wojna, życie Iny dramatycznie się zmienia.
Marcin Szczygielski pisząc „Poczet Królowych polskich” wzorował się głównie na losach królowej polskiego kina lat trzydziestych- Iny Benity, po wojnie skazanej na zapomnienie za to, że związała się z oficerem Wehrmachtu. Autor nie dążył do napisania biografii aktorki. Wykorzystał natomiast wszystkie informacje zdobyte na jej temat, by na ich kanwie zbudować historię widzianą oczami własnej wyobraźni. Fakty i literacka fikcja tworzą historię o barwach romansu, kryminału oraz powieści obyczajowej.

Drugą z bohaterek jest trzydziestoparoletnia Magda. Nie lubi pracy, którą wykonuje, ale bez oporów daje się wciągnąć w tzw. wyścig szczurów. Pieniądze i kariera - to główny cel jej życia. Drugim jest zatrzymanie przy sobie przyjaciela geja, z którego orientacją seksualną nie potrafi się pogodzić. Tak więc emocjonalnie od niego uzależniona, nieświadoma swego pochodzenia, szuka ścieżki prowadzącej do odnalezienia sensu życia.

Losy obu kobiet łączą się w sposób zaskakujący, nie tylko dla czytelnika, ale również dla nich samych. Magda poznaje losy swoich przodków. Kiedy dowiaduje się, że jej babka była Żydówką, dziadek hitlerowcem, matka komunistką, a ojciec radzieckim szpiegiem, zaczyna rozumieć apodyktyczne zachowanie matki, która taiła przed nią prawdę i nie była wylewna w uczuciach.
Wszystkie kobiety tego rodu łączy to, iż nigdy nie mówią o miłości i nie potrafią stworzyć stałego związku z mężczyzną. Chętnie sięgają po władzę, bywają agresywne, uparcie idą pod prąd i nie spełniają się poprzez macierzyństwo. Może Magdzie uda się to zmienić.

W książce pojawiają się postacie bardzo kontrowersyjne, należące przede wszystkim środowiska transwestytów i transseksualistów. Autor opisuje świat polskich gejów i lesbijek tak, jak mniej więcej wyglądał on w okresie międzywojennym. Temat ten, tak samo jak w innych krajach, zawsze był w Polsce obecny. Nie w tak jawnym wymiarze jak teraz, ale funkcjonował. Wszystko co wiązało się z inną orientacją seksualną było zakazane i niedomówione, ale istniało.

Mimo że powieść liczy ponad pięćset stron, czyta się ją bardzo szybko i z zaciekawieniem. Dzieje się to za sprawą wzrastającego napięcia i szokującego przebiegu zdarzeń. Ryzykowna gra bohaterów, sensacyjna fabuła oraz barwne postacie czynią z książki dobry thriller psychologiczny. Nierozstrzygnięte do końca zagadki sprawiają, że po przeczytaniu powieści wciąż zastanawiamy się co naprawdę kryje przeszłość. Nasza przeszłość.

Joana Markowska



Tytuł: Poczet Królowych polskich
Autor: Marcin Szczygielski
Wydawnictwo: Latarnik
Liczba stron: 524
ISBN: 978-83-60000-79-3


notka o autorze:
Marcin Szczygielski- Pisarz, grafik, dziennikarz i projektant wnętrz (ur. 1972r.), dyrektor artystyczny Instytutu Wydawniczego Latarnik, autor okładek wszystkich książek wydawanych przez Latarnika.
Przez sześć lat był związany z miesięcznikiem Playboy Edycja Polska, w którym w latach 1998 - 2000 pełnił funkcję dyrektora artystycznego. W latach 2000-2002 pracował jako dyrektor kreatywny portalu internetowego Ahoj.pl (był autorem oryginalnej kampanii reklamowej), a następnie został dyrektorem kreatywnym wydawnictwa Gruner + Jahr Polska, gdzie stworzył makietę powstającego tygodnika "Gala" oraz modernizował makiety graficzne istniejących w ramach wydawnictwa tytułów.

Jako pisarz zadebiutował powieścią "PL-BOY czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji". Jej sukces zachęcił go do napisania kontynuacji - "Wiosna PL-BOYA czyli Życie seksualne oswojonych".
W grudniu 2004 Szczygielski zaskoczył wielbicieli cyklu o "PL-BOYU" książką... kucharską. "Kuchnia na ciężkie czasy" zawiera 700 przepisów jak niedrogo i do syta wyżywić rodzinę w czasach kłopotów z domowym budżetem, kryzysu gospodarczego, działań wojennych lub zagrożenia terrorystycznego.
W 2005 roku ukazała się kolejna powieść Szczygielskiego, poświęcona mediom pt. "Nasturcje i ćwoki". Tym razem bohaterkami książki są redaktorki z miesięcznika dla kobiet. Jej kontynuacją jest wydana jesienią 2006 roku książka "Farfocle namiętności".
W listopadzie 2007 nakładem Latarnika ukazała się jego piąta powieść - „BEREK”. Jej teatralna adaptacja przygotowywana jest przez Andrzeja Rozhina dla warszawskiego Teatru Kwadrat. Premierę przewidziano w grudniu 2008. W rolach głównych wystąpią Ewa Kasprzyk i Paweł Małaszyński.
Od 2009 roku Marcin Szczygielski pisze również dla dzieci i młodzieży. Jego książki „Omega”, „Za niebieskimi drzwiami” oraz „Czarny młyn” otrzymały wiele nagród w tym GRAND PRIX i I miejsce w kategorii książek dla młodzieży w wieku 10–14 lat w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez Fundację ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom. W listopadzie 2011 roku ukazał się zbiór jego dramatów zatytułowany „FURIE i inne groteski” oraz powieść „Poczet Królowych polskich”.





środa, 14 grudnia 2011

"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow - Cytaty


„Za mną, czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!”
 _________

 „Podobają się panu moje kwiaty? To są pierwsze słowa jakie wypowiedziała Małgorzata do Mistrza.”
 _________

 "Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty."

_________
„Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem - na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.”
_________

„Rękopisy nie płoną.”
_________

„Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!”
_________

„To się nie zdarza, żeby cokolwiek było tak, jak już było.”
_________

„[...] po to, żeby czymś kierować, trzeba mieć bądź co bądź jakiś dokładny plan, obejmujący jakiś możliwie przyzwoity czas. Pozwoli więc pan, że go zapytam, jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia?”
_________

„– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.”
_________

 „– Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta! Ani konduktorki, ani pasażerów nie zdziwiło to, co było najdziwniejsze – nie to więc, że kot pakuje się do tramwaju, to byłoby jeszcze pół biedy, ale to, że zamierza zapłacić za bilet!”
_________

 „Służące wiedzą wszystko – znacząco wznosząc łapę, zauważył kot. – Jest błędem sądzić, że są ślepe.”
 _________

_________
 „Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota – odezwał się kot – to maleńki łyczek benzyny – i, wykorzystując zamieszanie, przypiął się do okrągłego otworu w prymusie i napił się benzyny. Krew natychmiast przestała się sączyć spod jego lewej przedniej łapy... Kot poderwał się, żwawy i rześki, porwał prymus pod pachę, śmignął wraz z nim z powrotem na kominek, a stamtąd rozdzierając tapety wlazł na ścianę, mniej więcej po dwóch sekundach znalazł się wysoko nad wszystkimi i zasiadł na metalowym karniszu.”
_________

 „Jeszcze kieliszeczek, a ja też dla towarzystwa… I kieliszeczek zagrał, rozbłysnął w świetle księżyca, i kieliszeczek ten pomógł.”
_________

 „Kryje się coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie albo są ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia.”
 _________

 „Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.”
_________

 „Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone.”
_________

 „To mądry człowiek – pomyślał Iwan – Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć.”
_________

 „O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą!”
_________

„Zaraz, ale co mnie właściwie w nim tak ujmowało? Idzie o to, że człowiek, który w głębi siebie nie kryje niespodzianki, z reguły nie bywa interesujący.”
_________

 „– On przeczytał utwór Mistrza – zaczął mówić Mateusz Lewita – i prosi cię, abyś zabrał Mistrza do siebie i w nagrodę obdarzył go spokojem. Czyż trudno ci to uczynić, duchu zła? – Nic dla mnie nie jest trudne – odpowiedział Woland – i ty o tym dobrze wiesz. – Milczał przez chwilę, po czym dodał: – A dlaczego nie weźmiecie go do siebie, w światłość? – On nie zasłużył na światłość, on zasłużył na spokój – ze smutkiem powiedział Lewita...”
_________

 „Niech pani nigdy nikogo i o nic nie prosi! Nigdy i o nic, tych zwłaszcza, którzy są od pani potężniejsi. Sami zaproponują, sami wszystko dadzą.”
 _________

 „Jednakże mądrzy ludzie w tym właśnie celu mają rozum, żeby się nim posługiwać w podobnie skomplikowanych przypadkach.”
_________

 „Miłosierdzie - niekiedy najzupełniej nieoczekiwanie i zdradliwie wciska się w najmniejsze szczeliny.”
_________

„Ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha.”
_________

 „To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem.”
_________

 „Wszystko będzie, jak być powinno, tak już jest urządzony świat.”
_________

 "Zbyt mnie straszyli i teraz niczym już przestraszyć nie są w stanie."
_________

" [...] wszelka władza jest gwałtem zadawanym ludziom i [...] nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej."
_________

"Tylko nie trzeba sobie, drogi sąsiedzie, zaprzątać głowy wielkimi planami, niech mi pan wierzy! Ja, na przykład, chciałem przewędrować cały świat. Ale cóż, okazało się, że wypadło inaczej. Widzę stąd tylko bardzo nieznaczny kawałek tego świata. Myślę zresztą, że nie najlepszy jego kawałek, ale, powtarzam, to nie jest takie straszne."
_________

 "Ogarnął mnie smutek przed daleką drogą. Prawda, messer, że taki smutek jest czymś naturalnym nawet wtedy, kiedy człowiek wie, że u kresu tej drogi czeka go szczęście?"
 _________


Tytuł: Mistrz i Małgorzata
Autor: Michaił Bułhakow

niedziela, 11 grudnia 2011

"Niebo i ziemia" Sandor Marai


„Niebo i ziemia” Sandora Marai to zbiór miniatur umieszczonych w trzech odrębnych cyklach: Niebo i ziemia, Ars poetica, Sól i pieprz.
W książce Marai przedstawia balansowanie między życiem a śmiercią. Autor zastanawia się, w jaki sposób najlepiej wypełnić czas ziemskiego życia. Twierdzi, że jest ono jedynie przygodą. Zastanawia się co też miałby uczynić naprędce przed odejściem, gdyż kiedy zbliża się śmierć człowiek zaczyna działać w pośpiechu, jak podróżny, który na pięć minut przed podróżą przypomina sobie, że czas już minął, a on jeszcze się nie spakował. Podczas lektury miałam wrażenie, że autor cierpi, gdyż czuje się niespełniony. Trapią go wspomnienia, które są silniejsze, zacierają wszystko inne. Zastanawia się kiedy był szczęśliwy i dochodzi do wniosku, iż było to w chwili tak obojętnej, że nawet jej nie pamięta.
Niebo i ziemia jest przepełniona atmosferą jesieni. Czuć w niej powiew chłodnego wiatru, jak również moc myśli dojrzałego człowieka, świadomego kolejnej pory roku swego życia.

Ars poetica to część książki poświęcona pisarzom, ich rzemiosłu. Autor rozpoczyna ją słowami: Nie mam żadnej innej broni i mocy przeciwko światu i czasowi niż pisanie. W tym rozdziale Marai, opierając się na własnych doświadczeniach, tworzy portrety innych pisarzy. Wyjaśnia co nimi kieruje i jaką rolę pisanie odgrywa w ich życiu. Pisanie przedstawia jako przedsięwzięcie, a jego realizację jako próbę wyrażenia siebie za pomocą słów i pojęć. Bycie pisarzem nigdy nie działało na niego tak nadludzko niezrozumiale, nigdy nie wydawało mu się czymś tak ordynarnie bezczelnym, tak zdumiewająco beznadziejnym i tak piekielnie pasjonującym.
Marai bardzo często wspomina Goethego, podając go za przykład wyśmienitego poety. Nie zapomina o Schillerze, Szekspirze, jak również kilku węgierskich autorach.
Wymieniając znanych mu pisarzy myśli także o swoich książkach, których żywot zaczyna się od kilku linijek, dla których żyje. Pisarza porównuje do żołnierza, który być może nigdy nie żył tak intensywnie, tak treściwie, tak całkowicie, jak w czasie tych niemych godzin, pomiędzy niebem a ziemią, życiem a śmiercią, i może nigdy żadnym słowem nie powiedział tak dobitnie, że żyje, jak tym bezsilnym ruchem ręki. Z siłą podkreśla, że nie chce już tworzyć dzieł, tylko całą prawdę i nic innego.
Bo nie tylko ty piszesz książkę, również książka pisze ciebie. Jest to pożyczka bezterminowa, pamiętaj o tym.

Trzecia część książki to jest dekada między czterdziestką a pięćdziesiątką, którą Francuzi nazywają „między solą i pieprzem”. Odnosi się to do włosów, których pieprzowa czerń zaczyna mieszać się z mądrością pasemek białych jak sól.
W Pieprzu i soli autor mówi o kobietach. Miniatury na ich temat wywołują kontrowersje głównie wśród czytelniczek. Marai podkreśla, że kobieta powstała z żebra mimochodem i jako dodatek do mężczyzny, myśli razem z mężczyzną, uczestniczy w jego pracy i życiu. Uważa, że kobietom o wiele lepiej wychodzi sztuka makijażu, niż pisanie własnych książek, gdyż mogą zranić się piórem, a i tak nic mądrego z tego nie wyniknie. Uważa, że nie ma wolnej miłości. Miłość jest niewolą, a ludzie, którzy w nią wpadli, ofiarami bez szans na wyzwolenie. Według mnie w tych celowych uwagach na temat relacji męsko-damskich jest zawarta groteskowość i poczucie humoru autora.
Autor radzi również by żyć tym, co przynosi dzień, nie być bardzo cnotliwym, ani bardzo świadomym celu, nie wierzyć w cuda i zastanawiać się nad tym, co czyni człowiek.

„Niebo i ziemia” to książka przeznaczona głównie dla czytelnika znającego już twórczość Sandora Marai. Dla mnie jest bardziej wartościowa niż „Księga ziół”. Tutaj Marai nie poucza, nie narzuca toku myślenia i postrzegania rzeczywistości. Opowiada, naprowadza, wyraża siebie. Bez maski, bez pozorów, mądrze, ale i dowcipnie. To zbiór niezwykle lirycznych myśli poetycko ubranych w wyjątkowe metafory przedstawiające świat widziany przez autora. Zaletą lektury jest to, iż teksty można traktować jak aforyzmy. Powinno się je raczej smakować, niż przyswajać w szybkim tempie. A każde spotkanie z autorem pozostawi chęć do refleksji nad zawartością przeczytanej właśnie miniatury.

Joanna Markowska


Tytuł: Niebo i ziemia
Autor: Sandor Marai
Wydawnictwo Czytelnik
Ilość stron: 244
ISBN: 978-83-07-03253-5


Notka o autorze:

Sándor Márai- właściwie Sándor Károly Henrik Grosschmied de Mára (ur. 11 kwietnia 1900 w Kassa – obecnie Koszyce na Słowacji, wówczas Austro-Węgry; zm. 22 lutego 1989 w San Diego) – pisarz węgierski. Pierwszy autor piszący tłumaczenia oraz opracowania dotyczące Kafki. W krótkim czasie osiągnął literacki sukces, a jego dzieła zostały przetłumaczone na angielski, francuski, włoski, hiszpański, portugalski, fiński, chorwacki, czeski, turecki, szwedzki i duński. Powieści Sándora Máraiego zachwycają stylem, psychologiczną przenikliwością, skupieniem na moralnych wyborach bohaterów i ich konsekwencjach.

W dorobku Sándora Máraiego osobne miejsce zajmują trzy zbiory miniatur: "Cztery pory roku" (1938), "Niebo i ziemia" (1942), "Księga ziół" (1943). W języku polskim niedostępna jest jeszcze pierwsza z tych książek.

czwartek, 15 września 2011

"Żar" Sandor Marai


I są takie chwile, kiedy noc ustąpiła już z serca człowieka, a dzień jeszcze w nim nie nastał, kiedy bestie wyłażą ze spróchniałych kryjówek duszy, kiedy w naszych sercach porusza się, a w rękach przemienia w ruch pewna pasja, którą latami daremnie hodowaliśmy i oswajaliśmy.


Człowiek potrafi z najmniejszej iskierki wzniecić pożar. Żar uczuć w każdej postaci. I nie ma wyjątków, gdyż może to być namiętność, tak silna jak nienawiść, zazdrość czy nawet chęć zabijania. Czuje to pantera, gdy szykuje się do skoku, wąż, kiedy się wyprostowuje między skalnymi odłamami, sęp, kiedy się rzuca z wysokości tysiąca metrów, i człowiek, kiedy wpatruje się w swoją ofiarę. W takim momencie jedynym sposobem stłumienia instynktu łowcy jest ucieczka. Prawdziwa głęboka przyjaźń może być również jej powodem.

Przyjaźń i wszystko co z nią związane są głównym tematem lektury. Czytamy o przyjaźni między mężczyznami, która była dla nich najszlachetniejszym rodzajem związku między istotami. Z drugiej jednak strony, siła tej więzi sprawiła, że życie z dala od siebie było jedynie wegetacją i samotnym czekaniem. Po czterdziestu jeden latach nadszedł moment na spotkanie, udzielenie odpowiedzi na nurtujące pytania, jak również na pokutę.
Bohater „Żaru” - Generał, po wielu latach głębokich analiz zachowań przyjaciela i swojej żony Krystyny jest pewien, co kierowało ich czynami. Ale czy dostaje odpowiedź w stu procentach potwierdzającą przypuszczenia? Czy tak naprawdę chce ją usłyszeć? Gdyby tak było, nie spaliłby pamiętnika żony bez wcześniejszego przeczytania zawartych w nim treści. Woli wierzyć w to, co sam odkrył podczas dni spędzanych w odosobnieniu. Jedno słowo za dużo z ust przyjaciela mogłoby sprawić, że spokój, który udało mu się osiągnąć, zostałby zakłócony. Pamięć potrafi przecież płatać figle. Pewne sytuacje widzimy i pamiętamy takimi, jakimi chcielibyśmy żeby były. Obaj przyjaciele wiedzieli, że jest to ich ostatnie spotkanie przed śmiercią. Doczekali się go w wieku siedemdziesięciu pięciu lat, by po tym móc zakończyć swój żywot.
Duża część powieści to monolog generała. Jego wypowiedzi są podsumowaniem najważniejszych okresów życia. Własnej winy w tym co zaszło między przyjaciółmi wciąż nie potrafi dostrzec. Jest pewien, że dzieliła ich różnica poziomu zamożności, jak również „inność” wynikająca z różnic osobowości. Co tak naprawdę stało się 41 lat temu? Odpowiedź na to zna tylko Konrad. Mimo wielu przypuszczeń, rezultaty rozmowy nie przynoszą ostatecznego rozstrzygnięcia. Jednak na koniec spotkania obaj zgadzają się z tym, że wszystkiemu winna jest namiętność. Żar przenikający serca, dusze i ciała, by palić się w nich aż do śmierci.

„Żar” Sandora Marai to kolejna „mała proza” tego autora, która mieści w sobie wiele emocji. Czytając książkę nie sposób się od niej oderwać. Autor absorbuje całą uwagę czytelnika dzięki swoim umiejętnościom malowania słowem napięć i emocji w duszach bohaterów . Marai, niczym znakomity psycholog, potrafi zagłębić się w najskrytsze obszary ludzkiej psychiki i wydobyć z niej odczucia, których byśmy się nie spodziewali. A jednak, gdy czytamy o losach bohaterów czujemy, że ich przeżycia nie są nam obce.

Sandor Marai jest mistrzem niedopowiedzeń ukrytych między słowami opisującymi rzeczywistość. Lecz czy rzeczywistość jest prawdą? Rzeczywistość to jeszcze nie jest prawda... - Rzeczywistość to tylko jej ułamek.



Tytuł: Żar
Autor: Sandor Marai
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria wydawnicza: Mała proza
Liczba stron: 168
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-07-03162-0 

 
 

czwartek, 4 sierpnia 2011

"Czerwona woda" Mariusz Byliński


„Czerwona woda” Mariusza Bylińskiego nosi miano „opowieści wakacyjnej”, lecz jej charakter jest głębszy niż to się na początku wydaje. Akcja toczy się w malowniczym greckim miasteczku, gdzie główną atrakcją jest źródło leczniczej wody. Czerwona woda płynie sama z siebie. A może jest tylko częścią wielkiej rzeki, która wije się gdzieś głęboko pod ziemią,w skamieniałej otchłani i wytryskuje na powierzchni źródłami o różnych kolorach: czerwona woda, niebieska, pomarańczowa, w zielone kropki, cętkowana brokatem. Ludzie wierzą w jej cudowne właściwości. Ta wiara, jak każda inna, dostarcza im nadziei, że zdołają odmienić swoje życie. Naprawić wszystko, co sprawia, że czują się nieszczęśliwi.

Bohaterami książki są mieszkańcy miasteczka oraz turyści przyjeżdżający tam na wakacje. To ludzie zagubieni i pragnący odnaleźć spokój. Zastanawiają się nad sensem minionych lat, pogrążają we wspomnieniach. Szukają odpowiedniej drogi, którą warto by było podążyć. To nie jest łatwe, nigdy nie ma pewności, że wybór będzie właściwy. Przychodzi jednak czas, w którym trzeba zaryzykować stawiając wszystko na jedną kartę. Ale czy tracąc, można odzyskać chęć i radość z życia? Przekonajcie się czytając tę książkę.

„Czerwona woda” to powieść o uczuciach takich jak miłość, zazdrość i nienawiść, które potrafią zawładnąć człowiekiem sprawiając, że traci on kontrolę nad sobą. To opowieść o przyzwyczajeniach utrwalających rutynę. Może ona spowodować utratę świeżego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. I nie ma znaczenia czy jest się Panem Pedrosem, właścicielem pensjonatu; niemym Tanim, rozmawiającym w myślach z samym sobą, czy turystką Barbarą, borykającą się ze zdradą. Łączy ich jedna ważna rzecz - są ludźmi zagubionymi w prozie życia.

Mariusz Byliński szuka nowych form przekazu myśli. „Czerwona woda” to jego druga po „Historii Nie-skończonej” powieść. Niebanalny styl Autora na pewno trafi do specyficznego grona odbiorców. Bez wątpienia warto się wśród nich znaleźć.



Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Rok wydania: 2011
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-62222-27-8
Liczba stron: 172
Wymiary: 130 x 190 mm


Nota o autorze:

Mariusz Byliński /ur. w 1966 w Bydgoszczy/ – studiował socjologię i filozofię, mieszkał w kilku krajach, pracował w kilku zawodach. W latach 90. związany z polskim teatrem niezależnym /Teatr Wznowiony, Poznań/, w następnej dekadzie organizował międzynarodowy festiwal Off Prezentacje Teatralne /Bydgoszcz/. Jako autor debiutował w paryskiej „Kulturze”. W roku 2003 opublikował wybór wierszy z lat 1990 – 2003 zatytułowany „Podróże lokalne” /Nowy Świat, Warszawa/. Trzy lata później ukazał się tomik „Park i piasek” /IWŚ, Bydgoszcz/. A w roku 2010 „Historia Nie-skończona”. Jest autorem scenariuszy teatralnych, esejów i tekstów piosenek.


poniedziałek, 13 czerwca 2011

"Zadzwoń, jak cię zabiją" Marek Probosz


Ludzkość jest krótkowzroczna, zapomniała o swojej drodze powrotnej do domu. Świat śmierci nie należy do naszego świata.

„Zadzwoń, jak cię zabiją!” Właśnie te słowa usłyszał Marek od matki na pożegnanie, gdy ruszał do Czechosłowacji zagrać scenę śmierci swego bohatera. To i wiele innych wspomnień autora znajdziecie w jego powieści pod tym właśnie tytułem.
Sięgając po powieść Marka Probosza, zastanawiałam się co też może mieć do powiedzenia ten słabo znany mi aktor. Pierwsze co przyszło mi na myśl to, że pewnie chwali się swoimi podróżami i aktorskimi sukcesami. Na szczęście myliłam się. Książka wciąga od pierwszych stron. Zaskakuje niebywałymi przeżyciami autora i jego przyjaciół. Probosz szkicuje obraz swojego życia, który jest pełen wielowymiarowych płaszczyzn mieniących się bogatą paletą barw, jak grafika na okładce. Opowiada o pasji, w spełnieniu której nikt nie był wstanie mu przeszkodzić. Nawet służba wojskowa, przed którą uciekł na Zachód, by w końcu wylądować w Hollywood.
Dzięki tej książce poznajemy człowieka o mocnym charakterze i silnej woli walki. Dowiadujemy się jak na planie filmowym poznał Gosię. O tym, że pokrewne dusze zawsze się odnajdą, bo przeznaczenie musi się dopełnić. Zakochani wzięli symboliczny ślub w rezerwacie Indian Hopi w Arizonie, po czym już jako Bacavi i Owatsmo zanurzyli się w fascynującej historii swych wcześniejszych wcieleń. Odnaleźli drogę do siebie samych. Pozwoliło im to w lepszym zrozumieniu świata. Stali się otwarci na wszelkiego rodzaju impulsy i spełnieni. 
Wydarzenia opisane przez autora są tak nieprawdopodobne, iż wydaje się wręcz niemożliwe, by miały miejsce. Ludzie, o których czytamy, łączy jedna ważna rzecz- wiara. Są święcie przekonani, że istnieje życie pozagrobowe i pozaziemskie. Bez wątpienia przyjmują wiedzę o swoich poprzednich wcieleniach. Są szczęśliwi i wolni dzięki tej świadomości.
Fabułę wzbogacają opisy indiańskich obrzędów, plemiennych rytuałów i podróży w zaświaty. To wszystko sprawia, że czytelnik czuje się oczarowany. Wielka Podróż nabiera iście kosmicznego wymiaru.
Przerzucając karty powieści nie mamy pewności gdzie zaniesie nas kolejny rozdział. Ta niesamowita przygoda prowadzi do „Zaginionego Świata” Majów, Azteków, Inków, Olmeków i Zapoteków. Podróżujemy po Belize, Meksyku i Gwatemali, by sięgnąć początków zapomnianych cywilizacji. Tam, gdzie duchowy świat jest bardziej rzeczywisty od widzialnego.

Książkę „Zadzwoń, jak cię zabija” czytałam rano i wieczorem. Po otwarciu powiek i przed ich zamknięciem. Jak mawiał dziadek Marka- całe nasze życie jest jak to zamknięcie i otwarcie powiek. Po lekturze czułam niedosyt. Skończyła się w momencie, gdy emocje sięgnęły zenitu. Ale cóż Autor mógł powiedzieć więcej? Pewne rzeczy muszą zostać niedopowiedziane. Probosz z całym szacunkiem dla czytelnika, pozostawił mu szansę odkrycia wielkiego sekretu grobowca Pacala na własną rękę. Nie zmarnujcie szansy. Zatrzymajcie się na chwilę, sięgnijcie po tę książkę, która wciąga w zaświaty. Sprawdźcie czy rzeczywistość, którą opisuje Autor jest Wam bliska. Czy to, co zobaczył na własne oczy jest prawdą, czy tylko wizją spragnionego umysłu. W życiu człowieka są takie chwile, kiedy serce po prostu wie. Wszystko zależy od Was i od tego jaką drogą pójdziecie. Zadecydujcie sami.


Tytuł: Zadzwoń, jak cię zabiją
Autor: Marek Probosz
Wydawca: Instytut Wydawniczy Latarnik
Objętość: 192 str.
ISBN: 978-83-60000-67-0

Notka o autorze:


Marek Probosz - Syn Stanisława i Franciszki Probosz, mając sześć lat wystąpił w baśni Hansa Christiana Andersena Księżniczka na ziarnku grochu jako błazen. Jego matka pracowała w Domu Kultury w Żorach, gdzie zetknął się z teatrzykiem, a później z teatrem jako maszynista sceny. Debiutował na małym ekranie w serialu Ślad na ziemi (1978), rok później pojawił się w kinowej adaptacji powieści Emila Zegadłowicza Zmory (1979) w reżyserii Wojciecha Marczewskiego. W 1983 roku ukończył Wydział Aktorski w PWSFTviT w Łodzi, gdzie poznał aktorkę i przyszłą żonę Marię Probosz, z którą zagrał w dwóch filmach Andrzeja Barańskiego Niech Cię odleci Mara (1982) i Mieczysława Waśkowskiego Czas dojrzewania (1984). Jego scenicznym profesjonalnym debiutem była komedia Williama Shakespeare'a Wieczór Trzech Króli (1984) na scenie Teatru Polskiego w Warszawie.

Pod koniec lat 80. wyjechał na zaproszenie do Hollywood i zamieszkał w Los Angeles. Przez kilka miesięcy utrzymywał się z pisania różnych tekstów: opowiadań, wierszy i scenariuszy (m.in. AUM - makabra w trzech aktach). Następnie znalazł pracę w teatrze jako pracownik techniczny. Okazjonalnie pojawiał się na ekranie; w dramacie wojennym I skrzypce przestały grać (And the Violins Stopped Playing, 1988) u boku Horsta Buchholza, dramacie Jerzego Skolimowskiego Ferdydurke (Fort 13, 1991) na podstawie powieści Witolda Gombrowicza z Crispinem Gloverem oraz melodramacie Przygoda miłosna (Love Affair, 1994) u boku Warrena Beatty, Annette Bening, Katharine Hepburn, Kate Capshaw i Pierce'a Brosnana. W 1993 roku ukończył wydział reżyserii filmowej w The American Film Institute w Los Angeles.

Meksyk- Gwatemala

Tulum

 
Tikal

Grobowiec Pacala


czwartek, 26 maja 2011

"Księga ziół" Sandor Marai


Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać.

„Księga ziół” Sandora Marai to zbiór myśli, głównie filozoficznych. Tytuł dobrze oddaje charakter książki będącej zbiorem dobrych rad, którymi, według autora, warto się w życiu kierować. Wskazówki zawarte w tym „zielniku” mają pomóc w zrozumieniu natury ludzkiej, a także w odpowiednim jej wykorzystaniu. Powinny, jak lecznicze właściwości ziół- wzmacniać odporność, hartować ducha; leczyć człowieczą niepewność w podejmowaniu decyzji dotyczących życia codziennego.
Na okładce „Księgi ziół”, wydania które posiadam, znajduje się zdjęcie naparstnicy. Jest ono ciekawą metaforą do przekazu treści, gdyż roślinę tę stosuje się w leczeniu nerwic i chorób serca.
Autor napisał ten „poradnik” tak, jakby jego opinie były niepodważalne. Podpiera je własnym doświadczeniem, jak również teoriami światowych mędrców. Namawia do czytania dzieł Seneki, Arystotelesa, Tołstoja, Marka Aureliusza, i Pisma Świętego. Marai nawiązuje do kultury i sztuki. Tłumaczy jaką rolę odgrywają arcydzieła. Zachęca do napełniania swojej duszy szczęśliwą harmonią ludzkiej doskonałości. Do codziennego słuchania muzyki Bacha, Beethovena, bądź Mozarta. Nie zapomina również o uzależnieniach i tym co czyni człowieka głupcem godnym potępienia.
Sandor Marai jest pewien każdego użytego słowa. Poucza, iż człowiek myślący, gdy tylko może, milczy; a gdy już nie może dłużej milczeć, wówczas mówi lub pisze. A czyni to tylko w ostatecznej potrzebie. Stworzenie ”Księgi ziół” wynikło jak widać z ogromnej potrzeby autora. Książkę odbieram również jako usprawiedliwianie poczynań i stylu jego życia.
Z niektórymi opiniami Sandora nie zgadzam się. Mimo to książka zawiera wiele wersów, które na pewno będę cytować przy nadarzających się okazjach.

Księgę ziół” polecam każdemu. Czyta się ją przyjemnie i lekko. Jest powiewem świeżego powietrza, jak również odskocznią od codziennej rutyny. Pomaga sięgnąć w głąb umysłu pozostawiając trwały ślad odkrytych prawd świadczących o tym, że ludzkie zło i ludzkie dobro są po równi prądem i częścią składową życiodajnego rytmu życia.


Tytuł: Księga ziół
Autor: Sandor Marai
Wydawnictwo: Czytelnik
Wydanie: 2009
ISBN: 978-83-07-03190-3
Ilość stron: 151
Oprawa: miękka


Notka o autorze:

Sándor Márai- właściwie Sándor Károly Henrik Grosschmied de Mára (ur. 11 kwietnia 1900 w Kassa – obecnie Koszyce na Słowacji, wówczas Austro-Węgry; zm. 22 lutego 1989 w San Diego) – pisarz węgierski. Pierwszy autor piszący tłumaczenia oraz opracowania dotyczące Kafki. W krótkim czasie osiągnął literacki sukces, a jego dzieła zostały przetłumaczone na angielski, francuski, włoski, hiszpański, portugalski, fiński, chorwacki, czeski, turecki, szwedzki i duński. Powieści Sándora Máraiego zachwycają stylem, psychologiczną przenikliwością, skupieniem na moralnych wyborach bohaterów i ich konsekwencjach.